Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1181 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24 ... 119  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: Cz wrz 30, 2010 8:56 
Offline
Oberspammer

Dołączył(a): Pn lut 12, 2007 22:27
Posty: 1062
Lokalizacja: Legionowo
Jaka ta sygnalizacja świetlna jest niebezpieczna - była w stanie śmiertelnie potrącić pieszą, pomimo, że nie była nawet włączona - pewnie wraz z sygnalizacją wyłączone zostały zamontowane na tym skrzyżowaniu przez ZDM odpromienniki :twisted:

A że w rzeczywistości pewnie jakiś kierowca nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze i nie ustąpił pierwszeństwa pieszej znajdującej się na przejściu to co z tego :?:

Warto zwrócić uwagę, że najważniejsze dla dziennikarzyny która to napisała są w tej sytuacji utrudnienia dla kierowców i że pewnie gdyby nie presja otoczenia, to by napisał, żeby zabrali stamtąd tego trupa i jak najszybciej przywrócili ruch albo żeby w ogóle postąpili jak z potrąconym psem czy kotem na drodze, czyli rozjechali go jeszcze tyle razy, aby nie utrudniał ruchu :twisted:

http://www.tvnwarszawa.pl/-1,1675733,0, ... omosc.html

TVN Warszawa napisał(a):
Śmiertelne potrącenie
Zawiniła sygnalizacja?


Utrudnienia dla kierowców po wypadku na Bemowie

Około godziny 5.30 samochód śmiertelnie potrącił kobietę u zbiegu ul. Powstańców Śląskich i Radiowej. Jak ustalił reporter TVN Warszawa, na skrzyżowaniu nie działała wtedy sygnalizacja świetlna. Ciągle zresztą nie udało się jej uruchomić. Korki są ogromne. ruchem kieruje policja.
- Kobieta przechodziła przez ul. Powstańców Śląskich. Została potrącona przez samochód osobowy - relacjonował krótko przed 8.00 Marcin Gula, który dotarł na miejsce wypadku. -Musi tu jeszcze przyjechać prokurator. Kilkudziesięciometrowy odcinek pasa jest zablokowany przez policję. Utrudnienia dla kierowców są bardzo duże, także na samym skrzyżowaniu, na którym nie działa sygnalizacja świetlna - wyjaśniał.

Zawiniły zepsute światła?

O 9.00 Marcin wiedział już więcej. -Z moich ustaleń wynika, że sygnalizacja nie działała już o 5.30. Kobieta przechodziła przez jezdnię, kiedy światła były zepsute - poinformował w TVN Warszawa.

Te informacje potwierdzają również nasi internauci. Z powtarzających się wpisów na forum wynika, że sygnalizacja mogła być zepsuta już w środę wieczorem.

Ruchem na skrzyżowaniu kieruje policja.

Utrudnienia są ciągle bardzo duże. Według funkcjonariuszy taka sytuacja może utrzymać się do 10.00.

_________________
http://www.legionowo.masa.waw.pl
http://www.bialoleka.masa.waw.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn paź 11, 2010 14:44 
Offline
Oberspammer

Dołączył(a): Cz sty 17, 2008 21:55
Posty: 2010
Lokalizacja: Śródmieście, trzecie piętro
http://motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/bezpieczenstwo/news/predkosc-jednak-nie-zabija,1541779,415
Cytuj:
Prędkość jednak nie zabija
Niedziela, 10 października (13:04)
Już trzeci raz, w ramach Międzynarodowego Programu Oceny Ryzyka na Drogach EuroRAP naukowcy z Politechniki Gdańskiej wraz z ekspertami Polskiego Związku Motorowego i Fundacji Rozwoju Inżynierii Lądowej opracowali mapę ryzyka na drogach krajowych w Polsce.

Chociaż w porównaniu z poprzednimi badaniami sytuacja nieco się poprawiła, wjeżdżając samochodem w podróż po naszym kraju, wciąż dużo ryzykujemy...
Mapę ryzyka indywidualnego opracowano w oparciu o policyjne dane statystyczne. W badanym okresie 3 lat (2007-2009) na drogach krajowych w Polsce miało miejsce 11 856 wypadków z ofiarami śmiertelnymi lub ciężko rannymi, w których zginęło 5 314 osób, a 10 401 osób odniosło ciężkie obrażenia ciała (wiele z nich pozostaje kalekami).

Fetysz "nadmiernej prędkości"
W policyjnych raportach z wypadków, wciąż jako najczęstszą przyczynę tego typu zdarzeń uznaje się "nadmierną prędkość" obarczając winą kierowców. Zestawienia EuroRAP są o tyle interesujące, że płynące z nich dane pozwalają sprawdzić, jak wielki wpływ na kwestię drogowego bezpieczeństwa mają same drogi.
Z najnowszego raportu wynika, że aż 50% wszystkich dróg krajowych to tzw. "czarne odcinki" (zaznaczone czarnym kolorem na mapie), na których ryzyko wypadku i śmierci jest bardzo duże. Aż 61% wszystkich wypadków z ofiarami śmiertelnymi lub ciężkimi obrażeniami ciała miało miejsce właśnie na "czarnych" drogach.

Drogi śmierci
Na mapach EuroRAP kolejne 30 proc. dróg krajowych oznaczonych zostało kolorem czerwonym, który oznacza "duże" ryzyko wypadku i śmierci.
Niestety, sumując te dwie wartości dojdziemy do wniosku, że aż na 80 proc. dróg w Polsce prawdopodobieństwo uczestniczenia w wypadku i śmierci jest "bardzo duże" lub "duże".
Na 11 proc. dróg w naszym kraju ryzyko określono jako średnie. Tylko 9 proc. sieci dróg krajowych w Polsce spełnia kryteria "bardzo małego" lub "małego" ryzyka (odcinki oznaczone na zielono i żółto). Warto jednak dodać, że w przeważającej większości są to odcinki... autostrad oraz dwujezdniowych dróg ekspresowych - czyli tych dróg, po których samochody poruszają się najszybciej...
Wypada też zauważyć, że sytuacja powoli, acz systematycznie się poprawia. W porównaniu z poprzednim badaniem z lat 2005-2007 na 67 proc. badanych dróg nie nastąpiły znaczące zmiany, na 9 proc. dróg nastąpił nawet wzrost ryzyka. Za pocieszający można jednak uznać fakt, że na 24 proc. dróg poziom ryzyka zauważalnie zmalał.

To nie o prędkość chodzi...
Wg naukowców opracowujących mapy EuroRAP największymi zagrożeniami powodującymi tak wysokie ryzyko są wypadki związane z: najechaniem na pieszego lub na rowerzystę, zderzeniami czołowymi, zderzeniami bocznymi, wypadnięciem z drogi oraz nadmierną prędkością. W większości wymienionych przez naukowców przypadków do powstawania wypadków przyczyniają się źle zaprojektowane drogi (brak poboczy, niebezpieczne - kolizyjne skrzyżowania, źle wyprofilowana, dziurawa nawierzchnia). Nadmierna prędkość, która powszechnie uznawana jest za całe zło polskich dróg wymieniana jest tu dopiero na ostatnim miejscu...

Obrazek

<edit>
Nie przekonuje mnie to za bardzo -- "eksperci" z PZMot i fundacji.
Jeżeli jest to "Fundacja Rozwoju Inżynierii Lądowej", to nie będą się przecież zajmować zwojem dróg szybkiego ruchu, tylko... no właśnie.

I wzruszający cytat:
"największymi zagrożeniami powodującymi tak wysokie ryzyko są wypadki związane z: najechaniem na pieszego lub na rowerzystę"...

Bodaj Jan Gehl mówił, że jeżeli droga zbudowana jest jak lufa, to samochody zachowują się jak pociski.

_________________
We made it idiotproof. They grow better idiots.


Ostatnio edytowano Pn paź 11, 2010 16:34 przez Monty B. Ike, łącznie edytowano 2 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pn paź 11, 2010 15:01 
Offline
Oberspammer

Dołączył(a): Śr sty 03, 2007 20:18
Posty: 2049
Lokalizacja: Z Warszawy
Bardzo ciekawie puentuje to wnioski z mojego artykułu z ZŚ nr 16 (http://www.czt.zm.org.pl/download/czt/z ... tlo-16.pdf), które tak zaciekle były podważane na różnych forach internetowych (można to znaleźć podlinkowane w jednym z wątków także na forum ZM, ale teraz nie mam czasu szukać).

_________________
Byłem i jestem jawny, świadomy oraz chętny do współpracy.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Cz paź 14, 2010 8:43 
Offline
Zielony Oszołom

Dołączył(a): Cz lut 01, 2007 20:03
Posty: 371
Lokalizacja: Służew
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... asach.html

Wykładowca skazany za potrącenie studentek na pasach
żbik2010-10-13, ostatnia aktualizacja 2010-10-14 07:55

Sąd w Opolu wymierzył karę w zawieszeniu Stanisławowi G., profesorowi Politechniki Opolskiej, który w ub. roku potrącił na pasach trzy studentki, które wracały z jego wykładu, po czym nie udzielił im pomocy tylko pojechał do domu


Do wypadku doszło pod koniec listopada ub.r. przy kampusie na Prószkowskiej. Profesor G. tłumaczył, że miejsce było słabo widoczne, bo był późny wieczór.

Z kolei świadkowie opowiadali, że profesor G. dodał gazu tuż przed przejściem dla pieszych, a po wypadku zatrzymał samochód, podszedł do rannych studentek, ale gdy dowiedział się, że ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, poprosił, by - jeśli przyjedzie policja, przyjechała do jego domu, bo on się źle czuje. Jedna ze studentek doznała otwartego złamanie nogi. Do dziś odczuwa skutki wypadku.

Profesor przyznał na rozprawie, po powrocie do domu żona namówiła go, by zadzwonił po policję, ale w tym czasie funkcjonariusze już pukali do jego drzwi. W czwartek Sąd Rejonowy w Opolu wymierzył mu karę półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 3 tys. zł grzywny. - Był to ewidentne nieumyślne spowodowanie wypadku. Kierowca przyznał się do winy, ale sąd nie podzielił jego tłumaczenia co do złego oświetlenia miejsca. Przejście było oznakowane, dlatego kierowca powinien zachować szczególną ostrożność - mówił sędzia Piotr Wieczorek.

Zaznaczył również, że profesor G. nie był oskarżony o ucieczkę z miejsca wypadku. - Jego zachowanie nie wskazywało na to, że chce utrudniać postępowanie. On sam wyjaśniał, że był w szoku. Sąd przyjął to wyjaśnienie, choć zwrócił uwagę, że od osoby z wykształceniem prawniczym, a takie ma prof. G., oczekuje się więcej. Dlatego powinien pozostać na miejscu wypadku i tam też czekać na przyjazd policji - uzasadniał sędzia.

Wyrok nie jest prawomocny.


Źródło: Gazeta Wyborcza Opole

_________________
Walcz o połaczenie rowerowe Ursynowa i Służewca:
http://www.facebook.com/RoweremNaSluzewiec
pisz wnioski do Burmistrza: burmistrz@mokotow.waw.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: Pt paź 15, 2010 9:27 
Offline
Zielony Oszołom

Dołączył(a): Cz lut 01, 2007 20:03
Posty: 371
Lokalizacja: Służew
http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/by ... omosc.html

"Jeśli syn byłby winny, musiałby biec 60 km/h

Mateusz miał 13 lat, gdy zginął na pasach. Prokuratura umorzyła śledztwo wobec niemieckiego kierowcy, który potrącił chłopca. Rodzice, z zawodu fizycy, udowodnili, że zeznania kierowcy były niezgodne z prawdą. Sprawa ponownie trafiła do sądu.

Biegli wydający opinię uznali, że to Mateusz był winny, ponieważ sam wtargnął na jezdnię. Prokuratura umorzyła śledztwo. - Pozytywem było, że pokrzywdzeni dalej drążyli, my nie mieliśmy podstaw – mówi prokurator Dariusz Bebyn. – Na tamten czas mieliśmy tylko tę jedną opinię – dodaje.

Mateusz 13 lat, gdy zginął na pasach. Prokuratura umorzyła śledztwo wobec niemieckiego kierowcy, który potrącił chłopca. Rodzice, z zawodu fizycy, udowodnili, że zeznania kierowcy były niezgodne z prawdą. Sprawa ponownie trafiła do sądu.

Rodzice Mateusza są fizykami na jednej z bydgoskich uczelni. Zebrali fakty i wykonali własne obliczenia. Wynik pokazał, że wersja sprawcy i opinia biegłego pokazywały całkowicie nierealny przebieg zdarzenia. Chłopiec musiałby wybiec na jezdnię z prędkością ponad 60 kilometrów na godzinę. - Usain Bolt biegnie z prędkością 40 kilometrów na godzinę - mówi Jerzy Pyskir, ojciec chłopca.

Państwo Pyskir zamówili niezależną ekspertyzę, która potwierdziła to, co sami obliczyli. Ich determinacja doprowadziła do wznowienia śledztwa. Sprawa trafiła do sądu, ale proces do dziś się nie rozpoczął. Oskarżony nie pojawił się w sądzie. Jego adwokat tłumaczy, że mężczyzna mieszka na stałe w Niemczech i że jest poważnie chory, dlatego nie może na razie przyjechać do Polski.

_________________
Walcz o połaczenie rowerowe Ursynowa i Służewca:
http://www.facebook.com/RoweremNaSluzewiec
pisz wnioski do Burmistrza: burmistrz@mokotow.waw.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: N paź 17, 2010 12:17 
Offline
Oberspammer

Dołączył(a): Cz sty 17, 2008 21:55
Posty: 2010
Lokalizacja: Śródmieście, trzecie piętro
http://www.styl.pl/magazyn/prawdziwe-historie/news-pani-zabila,nId,302572
Cytuj:
Pani zabiła

Edyta miała brać ślub, marzyła o dziecku. Joanna była dyrektorką podstawówki, zawsze stawała w obronie uczniów. Jeden moment sprawił, że wszystko co "przed" straciło sens. Przez przypadek, fatalny zbieg okoliczności zabiły i trafiły do więzienia. Kiedyś kobiety takie jak my. Do końca życia będą o sobie myślały: zabójczynie.

Akceptuję ten wyrok

Edyta: Byłam spóźniona. Jechałam za szybko.

Edyta mogłaby być twoją koleżanką. Tobą? Posłuchaj. Trzydzieści parę lat, etat w firmie konsultingowej, podyplomowe studia, narzeczony. Starali się o kredyt na mieszkanie. W kalendarzu 17 października zapisała: "Kupić test ciążowy. Zapłacić rachunki". Nie zdążyła. Rano zjadła z Markiem śniadanie, wyszli do pracy, żegnali się na parkingu przed blokiem. "Uważaj na siebie", powiedziała. "Jedź ostrożnie", odpowiedział.

Rozstając się, zawsze tak do siebie mówili. Zadzwoniła przyjaciółka: - "Podwieziesz mnie i dziecko do lekarza? Wysiadł mi akumulator w samochodzie. - Jestem już spóźniona. - Nie ma korków, dojedziemy szybko, mały ma gorączkę, proszę". Wsiedli. Pusta szosa, po deszczu, nagle wyszło słońce. Powinna zwolnić, ale myślami była gdzie indziej.

Może przez stres, że znów spóźni się do pracy. Może przez prośbę przyjaciółki: "Włącz płytę 'Pearl Jam', tę, którą kupiłam ci na urodziny". Zaczęła jej szukać w schowku. Dorota pierwsza zauważyła zakręt. "Hamuj!", krzyknęła. Auto wypadło z drogi, dookoła były drzewa. Nogi połamane. Każda co trzydzieści centymetrów. I prawe przedramię, którego nie można włożyć w gips, bo na wierzchu rana.

Edyta ocknęła się w szpitalu: "Nie płacz, mamo, ja żyję", powiedziała. Mama głaskała ją po głowie. "Czeka państwa zmiana", usłyszała głos lekarza. Jaka zmiana? "Nie wiemy, kiedy pani wstanie i czy będzie chodzić", powiedział lekarz. Co z Dorotą? "Zginęła na miejscu, jej syn umarł dziś rano". Zdrową ręką zrywała z siebie pościel, chciała wstawać, gdzieś biec, ale nie mogła się ruszyć.

Pielęgniarki przychodziły z zastrzykami, po nich zasypiała. W półśnie widziała Marka, lekarzy, policjantów, mamę. Słyszała jej lament: "Marek, po co ty jej kupowałeś ten samochód, stary, pewnie miał złe hamulce, twoja wina, draniu". Słowa ojca: "Chce ją pan wsadzić do więzienia?! Kara?! Pokazać panu śruby, gwoździe w jej nogach, obręcze na łydkach? Moja córka, gdy pielęgniarki zmieniają opatrunki, krzyczy tak, że słychać ją na całym oddziale. Pan mówi o sprawiedliwości?".

Gdy odzyskiwała świadomość, tłumaczyła: - "Tato, to nie była moja wina, chwila zagapienia, nie pamiętam, jak to się stało. - Załatwimy ci najlepszych prawników. - Tato, czemu przenieśliście mnie do pojedynczej sali, dlaczego przy drzwiach stoi ochroniarz? - Ojciec Doroty jest w szoku, robimy wszystko, żebyś była bezpieczna".

- Wpadałam w histerię. Krzyczałam, że powinnam umrzeć - opowiada Edyta. - Zjawiały się pielęgniarki z zastrzykami. Zasypiałam. Śniła mi się przyjaciółka, byłyśmy młodsze, jak na studiach, uśmiechała się, mówiła, żebym była silna, a potem znikała albo rzucała się w przepaść. Budził mnie mój krzyk. Adwokaci siadali przy łóżku. Pierwszy: "Musi się pani przyznać do winy, okazać skruchę, napisać list do rodziny zabitych. O wyroku w zawieszeniu nie ma co marzyć, przekroczyła pani prędkość o 68 kilometrów, nie wyhamowała przed zakrętem, doszło do złamania kilku przepisów, zostanie pani skazana z artykułu 177 kodeksu karnego punkt 2 za nieumyślne spowodowanie śmierci".

Adwokat drugi: "Grozi pani do ośmiu lat. Sąd pewnie orzeknie dwa do trzech. Takie kary mają wymiar ogólnospołeczny. Proszę sobie wyobrazić reakcję, gdyby pani nie skazano: »Zabiła kobietę i dziecko i jest na wolności«". - Słuchałam i zawsze miałam nadzieję, że to koszmar, który wciąż śni mi się po wypadku.

Areszt pierwszy: szpital. Leży dwa miesiące. Bez pewności, co dalej. Areszt drugi: dom. Łóżko, sufit, okno, telewizor. Już wie, że na rower nigdy nie wsiądzie, nie podbiegnie, nie pójdzie w góry. Będzie kuleć. O ciąży musi zapomnieć. Marek mówi: "To nic, adoptujemy". Ale ją ból ściska w gardle tak, że nie może oddychać. Tata powtarza: "Wszystko przetrzymamy, córciu, najważniejsze, że nie oddali nam ciebie w czarnym worku".

Koleżanki: "Bądź dzielna, najważniejsze, że żyjesz", ale są też takie, które znały je obie, te piszą: "Idiotko, żebyś zgniła w więzieniu". - Nie płakałam, czasami wyłam. Żałowałam, że żyję, w myślach błagałam Dorotę o przebaczenie i o to, żeby mnie zabrała. Marek prawie nie zasypiał albo spał czujnie na wypadek, gdybym obudziła się w rozpaczy i znowu chciała sobie podciąć żyły. Życie ma sens, kiedy na coś czekamy. Nadzieja pozwala wstać z łóżka, pracować, cieszyć się. Mają ją nawet ci, którzy walczą z rakiem. Mnie czekało życie z wyrzutem sumienia, piętnem, niewiadomą.

Przypomniał mi się "Przypadek" Kieślowskiego i pytanie: za naszym życiem stoi zbieg okoliczności czy determinizm? To była moja wina czy tak miało być? A jeśli tak, to dlaczego? Kara? Dla nas? Przecież starałyśmy się być dobrymi ludźmi. Często wściekałam się na Dorotę, że umarła. Że tego dnia chciała ze mną jechać. Że kazała szukać płyty. Że tą decyzją zmarnowała mi życie.

W liście do rodziny Doroty napisałam: "Dobrowolnie poddam się karze i nie będę walczyć o jej skrócenie". Było mi wszystko jedno. Matkę Doroty zobaczyła na korytarzu w sądzie. Znały się kilka lat. "Dziękuję za twój list. Nie życzę ci źle, mój mąż jest oskarżycielem posiłkowym, ale dla mnie mogłabyś być uniewinniona. Ja myślę, że taka była wola boża. Boję się tylko, że to więzienie cię popsuje", usłyszała. Płakały, a potem stały przytulone.

Tego dnia zapadł wyrok. Dwa lata pozbawienia wolności. Edyta zemdlała. Adwokat cucił ją: "Wystąpimy o przedterminowe zwolnienie, to łagodny wyrok, spodziewałem się trzech lat". Ojciec: "Nie martw się, córciu. Jedziesz do zakładu otwartego, widzenia bez ograniczeń, cele jak pokoje, własne ubrania, książki". - Wieczorem spotkaliśmy się we czwórkę: rodzice, Marek, ja. "Nie chcę tam iść, zróbcie coś!", krzyczałam.

Mama się upiła, zaczęła się histerycznie śmiać: "Idziesz do więzienia, cha, cha, ty taka ąę, zawsze piątki, posprzątany pokój, a za kierownicą szatan". Potem zemdlała, rozległy zawał, miała szczęście, że szybko przyjechało pogotowie. Edyta spakowała książki, dżinsy, T-shirty, swetry. Na szyję założyła medalion z Matką Boską. Nie wyjmowała go od czasu Pierwszej Komunii.

Ale teraz? "Najgorzej byłoby myśleć, że to wszystko stało się przez przypadek, nie miało większego sensu", mówi Markowi. Do aresztu wiezie ją narzeczony. Dzień wcześniej klęka i daje pierścionek. "Za dwa lata weźmiemy ślub, od jutra zacznij wszystko planować".

Edyta jest jedną z nas. Mogłaby być twoją koleżanką. Tobą? Na terenach popowodziowych w osuszanych domach zrywa zbutwiałą podłogę, wozi piach taczką. To program resocjalizacji osadzonych w zakładzie karnym, w którym jest już ponad rok. Celę dzieli ze skazaną za oszustwa finansowe Iwoną, która lubi mentolowe davidoffy, czekoladki toblerone i drogie perfumy. Edyta załatwia je koleżance dzięki rodzicom. Za to może oglądać telewizję, nawet kiedy Iwona idzie spać. I tamta broni ją przed Renatą, która w nocy przychodziła do ich celi, zatykała Edycie usta i kładła się na niej. Edyta często rozmawia z więziennym psychologiem, bo ze skazanych ona najlepiej rokuje. Słyszy, że musi wyjść z roli ofiary. Przestać mówić: więzienie to dla mnie psychiczna śmierć. Przestać powtarzać: "Siedzę tu za nieszczęśliwy zbieg okoliczności", przyznać: "W wypadku, który spowodowałam, zginęły dwie osoby". Wtedy uzasadni sobie, dlaczego tu jest, i będzie mogła patrzeć w przyszłość. I walczyć o przedterminowe zwolnienie.

Wychowawczyni staje na głowie, żeby załatwić Edycie pół etatu w kuchni w pobliskiej karczmie. - "Wiem, że możesz czuć się trochę upokorzona, znasz języki, sporo zarabiałaś. Ale chyba lepszy kontakt z ludźmi na wolności niż siedzenie tutaj. Zgadzasz się? - Oczywiście. Dziękuję. - Widzę, że zaczynasz u nas lepiej funkcjonować. - To prawda, wiele zrozumiałam. - Masz już pomysł na życie po? - Założę fundację. - Myślę, że wyjdziesz przed końcem kary".

Kilka dni temu Edyta dostała przepustkę. Pojechała do domu. Siedziała u rodziców w ogrodzie i myślała, żeby uciec. - "Został mi rok, mamo. Rok. Jesień, zima, wiosna, lato. Pamiętasz, gdy byłam mała? Jeździłyśmy do babci na wieś. Płakałam na widok psów trzymanych na łańcuchach. Wieczorami chodziliśmy z ojcem i puszczaliśmy je wolno. Chciałabym, żeby znalazł się ktoś, kto zrobi dla mnie to samo. Bo nie wiem, czy wytrzymam.

- Prawnik wystąpił o przedterminowe zwolnienie - uspokaja mama - jest duża szansa". Tego dnia Edyta idzie na grób Doroty i jej syna. W myślach długo z nią rozmawia: "Bałyśmy się starości, pamiętasz? Zwiotczałej skóry, zmarszczek. Ty przed nią uciekłaś, ja czekam. Z utęsknieniem. Chciałabym mieć już życie za sobą, być na emeryturze i niczego nie musieć. Nie wiem, co ze mną będzie, gdzie znajdę pracę, jestem karana. Wiesz, jak wyglądają moje nogi? Trudno to opisać, bo ciężko się na nie patrzy. Ale przecież wstyd narzekać, ty nie żyjesz, ja chodzę. Zastanawiam się, czy jeśli mnie słyszysz, współczujesz mi, czy raczej to ja powinnam współczuć tobie. Która z nas teraz ma gorzej?

Zadziwia mnie Marek. Prawie codziennie przyjeżdża, zarezerwował restaurację na wesele, wziął kredyt na mieszkanie. On naprawdę czeka. Ja już nie wiem, co do niego czuję. Od wypadku wewnętrznie zastygłam. Boję się, że go skrzywdzę, że już nie potrafię być kobietą dla niego. Ale on daje mi nadzieję, choć czasem czuję się winna, że garnę się do życia. Staram się znaleźć w tym wszystkim wyższy porządek, ale nie mogę. Religie w przypadku śmierci mówią o woli boskiej, więc może nagła śmierć była ci pisana, a ja byłam narzędziem? Kiedy tak myślę, zaczynam żałować, że cię poznałam. Ale przez większość czasu za tobą tęsknię".

Artykuł pochodzi z serwisu styl.pl - Copyright © 1999-2010 INTERIA.PL S.A.

Nie lubię genderowych bzdur, lecz tu rzeczywiście jest widoczna rozbieżność pomiędzy traktowaniem jakiejś-tam kobity, a celebrytkiem Maciejem Z., który nigdzie się nie spieszył, tylko zap***alał, bo mu się tak podobało...

BTW, szukanie płyty w schowku, gdy się zap***dala dobrze ponad stówą to wyjątkowa głupota.
Jak to mawiał pewien znajomy macho: "Kobiety potrafią robić kilka rzeczy na raz. Niestety, wszystkie byle jak".

_________________
We made it idiotproof. They grow better idiots.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: N paź 17, 2010 18:28 
Offline
Zielony Oszołom

Dołączył(a): N mar 01, 2009 12:43
Posty: 368
Kolejna bzdurna akcja nieudolnej policji:

wobec faktu rozjeżdżania dzieci na przejściach dla pieszych kolejna akcja rozdawania odblasków.

http://www.tvnwarszawa.pl/-1,1678225,0, ... omosc.html

W nocy rodzic prowadzący wózek jest dla większości kierowców zupełnie niewidoczny. Tymczasem wystarczy mała naklejka, by znacznie poprawić bezpieczeństwo, a może nawet uratować komuś życie. Dlatego policjanci rozpoczęli w weekend akcję "Bezpieczny wózek".

Jerozolimskie: policja wyłapuje piratów drogowych

- Wypadki z udziałem najmłodszych dla nas są szczególnym przeżyciem. Przecież każdy z policjantów też ma dziecko - mówi mł. insp. Wojciech Pasieczny ze stołecznej drogówki. Wspomina tez pierwszy wypadek, z jakim musiał zmierzyć się na służbie. - Siedmioletnia dziewczynka została wprasowana w jezdnię przez koła samochodu ciężarowego, który potrącił ją na przejściu dla pieszych na oczach matki, babki, dziadka i brata - wspomina. Takie obrazy na długo pozostają w pamięci. Dlatego mundurowi są zdeterminowani do tego, by walczyć o bezpieczeństwo najmłodszych. Wspólnie z firmą Humana i TVN Warszawa postanowili zacząć zapobiegać najgorszemu.

Wózki muszą być widoczne

Czasami najgorszego można uniknąć w bardzo prosty sposób. Pokazując kierowcy, że znajdujemy się na drodze. Policjanci przez wiele tygodni patrolować będą wszystkie miejsca gdzie bawią się najmłodsi po to żeby rozdawać specjalne nalepki i przestrzegać. - Kierowca nie spodziewa się wózka mniej więcej na wysokości swoich reflektorów, raczej spodziewa się postaci. A wystarczy jeden element odblaskowy i wózek będzie doskonale widoczny - tłumaczy Pasieczny.

Odblaski na Białołęce

Dlatego policjanci wszystkim spotkanym na spacerze rodzicom rozdawali odblaskowe elementy. Akcja "Bezpieczny wózek" rozpoczęła się już na Białołęce, gdzie spotkała się z dużym entuzjazmem. - Bardzo słuszna akcja, jestem, mile zaskoczony - mówi Michał Birmoł, tata Aleksa.

Leszek Dawidowicz

mjc


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: N paź 17, 2010 19:14 
Offline
Oberspammer

Dołączył(a): Cz sty 17, 2008 21:55
Posty: 2010
Lokalizacja: Śródmieście, trzecie piętro
ajarmoniuk napisał(a):
Kolejna bzdurna akcja nieudolnej policji:
wobec faktu rozjeżdżania dzieci na przejściach dla pieszych kolejna akcja rozdawania odblasków.
Cytuj:
mł. insp. Wojciech Pasieczny ze stołecznej drogówki. Wspomina tez pierwszy wypadek, z jakim musiał zmierzyć się na służbie. - Siedmioletnia dziewczynka została wprasowana w jezdnię przez koła samochodu ciężarowego, który potrącił ją na przejściu dla pieszych na oczach matki, babki, dziadka i brata - wspomina.

Chyba nie w nocy wydarzył się wypadek, o którym wspomina mł.insp.?
Gdy moje dziecię było w wieku wózkowym, sam nakleiłem na rurki wózka taśmy odblaskowe. Od Policji spodziewałbym sie tego, czego (według naszego prawa) JA nie mogę, czy też nie powinienem robić -- nakładania drakońskich kar, a w przypadku opornych -- spałowania, aż klientowi gluty wypłyną... :twisted:

Nie dalej jak dziś musiałem sp***ć przed rządkiem samochodów, który skręcił w prawo, gdy miałem zielone na pasach. Po tym doświadczeniu specjalnie się cofnąłem -- tam NIE BYŁO żadnej strzałki -- zielonej, żółtej, ani liliowej... Rzecz sie miała o 15:00, przy dobrej widoczności. :twisted:

_________________
We made it idiotproof. They grow better idiots.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: N paź 17, 2010 19:32 
Offline
Stały Bywalec

Dołączył(a): Pn maja 18, 2009 14:34
Posty: 272
Lokalizacja: Warszawa, Sadyba
ajarmoniuk napisał(a):
Wspomina tez pierwszy wypadek, z jakim musiał zmierzyć się na służbie. - Siedmioletnia dziewczynka została wprasowana w jezdnię przez koła samochodu ciężarowego, który potrącił ją na przejściu dla pieszych na oczach matki, babki, dziadka i brata - wspomina.


Można domniemywać, że gdyby dziewczynka miała coś odblaskowego, ciężarówka odbiłaby się od niej.

Ale wiecie co? Jak się np. czyta Copenhagenize, to wychodzi na to, że nawet w Danii policjanci są równie ograniczeni.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: N paź 17, 2010 19:52 
Offline
Zielony Oszołom

Dołączył(a): So sty 06, 2007 13:58
Posty: 447
Lokalizacja: grochów
Nie tyle może ograniczeni co pod publiczkę...
Statystyczny kierowca powie "super!" bo będzie miał mniej sytuacji typu "zachrzaniałem w nocy i mi wyskoczył ten wózek, no!", rodzice też nie myślą szerzej - "samochody jeżdżą przecież w nocy z tymi samymi prędkościami co i w dzień muszę więc zapewnić dziecku i sobie lepszą widoczność".
O ile nie będzie to mocne przegięcie 4 władza również się tym nie zainteresuje negatywnym kontekście - raczej będzie to artykuł "hurra!" bo pismak też zachrzania sobie swoim samochodem.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1181 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24 ... 119  Następna strona

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL