Phinek napisał(a):
Wszędzie na świecie nie jeździ się Vmax...
Proszę? Potrafisz podać przykład kraju/linii, na której zasadą jest jeżdżenie poniżej prędkości, na jaką została zaprojektowana?
W Niemczech jak masz linię na 160 km/h, to pociąg bez zatrzymań oferuje prędkość handlową rzędu 130 km/h i przyjeżdża z reguły punktualnie. Żeby nie być gołosłownym – najbliższy Warszawy przykład do sprawdzenia na własną rękę to ekspresy regionalne na odcinku Frankfurt nad Odrą – Furstenwalde.
U nas za grube setki milionów robi się geometrię na 200 km/h, ustawia ograniczenie do 160 km/h, trasuje na 120 km/h, handlowa wg rozkładu wychodzi poniżej 100 km/h, a pociąg i tak się spóźnia "z przyczyn technicznych".
Przed wojną pociąg pośpieszny do Białegostoku prowadzony parowozem miał Vmax=100 km/h i oferował prędkość handlową 84 km/h, a motorowy – 90 km/h. Teraz przy Vmax=120 km/h mamy prędkość handlową 77 km/h. Dlatego przed wojną polskie koleje cieszyły się szacunkiem i dobrą reputacją, a teraz uważane są za relikt PRL. Itp. itd.
Phinek napisał(a):
Policzmy zatem optymistycznie:
0,5 min. - wysiadanie pasażerów
0,5 min. - przejazd na GP
2 min. - zmiana miejsca pobytu mechanika (z kabiny do kabiny)
1 min. - próba hamulca
0,5 min. - wjazd w perony
0,5 min. - wsiadanie podróżnych
Tak jak napisałem, 5 minut - dzięki za potwierdzenie. A jak nie zjeżdża w tory postojowe, to nawet w 3 minuty się wyrobi, mechanik może te 60 m przeczłapać w czasie wymiany pasażerów. 2 minuty, jeśli dobrze pamiętam, że próba hamulca jest obowiązkowa dopiero po godzinnym postoju.
Czyli to, co zaproponował Staszek, to jest z gigantyczną rezerwą.
Na DB masz np. RB, które do Rathenow przyjeżdża 10:56, a 11:02 jedzie z powrotem do Stendal. Pünktlich. Te 6 minut to z zapasem jest, więc w międzyczasie załoga jeszcze łapie kawę z dworca.
Phinek napisał(a):
Zadowolonych z ROZKŁADOWEGO przybycia.
Wszędzie wiszą ogłoszenia, plakaty o remontach... przez megafony przepraszają... tak JEST REMONT więc jedziemy wolniej, ale trzymamy się rozkładu. Czyli kolej jest przewidywalna. Jako pasażer a nie hobbysta wolę jechać wolniej ale wiedzieć co do minuty o której będę na miejscu. I z moich obserwacji nic bardziej nie wkurza pasażerów jak komunikat o opóźnieniu pociągu. Czyli lepiej mieć rezerwę czasową.
... no może jest jeszcze bardziej wkurzająca rzecz.. odwołanie pociągu, a to jest zazwyczaj efektem zbyt małej rezerwy taborowej.
No, ja potrafię wymienić jeszcze parę wkurzających rzeczy, np.:
- spędzenie paru godzin podróży na stojąco, bo przecież tabor musi więcej stać niż jeździć,
- obserwowanie przy 200% frekwencji, jak pociąg stoi na stacji... i stoi... i stoi... by wytracić przesadną rezerwę,
- niezmieszczenie się do pociągu.
Nie mówiąc już o tym, że im większe rezerwy czasowe i taborowe, tym większa szansa, że oferta będzie po prostu niekonkurencyjna względem drogowej. I będziesz miał zadowolonych klientów, ale busów.
Cytuj:
W moim odczuciu poziom rezerwy czasowej oraz taborowej winien określać przewoźnik na podstawie znajomości stanu taboru i doświadczeń z lat poprzednich.
Tak już było, przez dobre 20 lat. Dzięki temu (i innym "kwestiom technicznym", np. rozkładom układanym pod dowóz kolejarzy do pracy) kolej straciła 80% klientów, a co do zadowolenia pozostałych 20% też mam poważne wątpliwości.