gromanik napisał(a):
A mnie tak zaczęło zastanawiać, czemu nie wprowadzić wymogu, aby dopuszczone do ruchu były pojazdy, które nie będą miały technicznej możliwości przekroczyć maksymalnej dozwolonej prędkości w danym kraju, np. poprzez zastosowanie ogranicznika prędkości, co by wyeliminowało z dróg kierowców znacznie przekraczających prędkość...
To byłoby moim zdaniem bardzo złe rozwiązanie - to kierowca ma decydować o prędkości a nie pojazd. Takie rozwiązanie miałoby na pierwszy rzut oka dwie wady:
- Brak możliwości wykorzystania zapasu prędkości w sytuacji gdy mimo sprzeczności z prawem przekroczenie maksymalnej prędkości jest dopuszczalne (
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kontratyp). Ja nie przekraczam dopuszczalnej prędkości, ale nie chciałbym żeby np. przy uciekaniu ze skrzyżowania na które się ktoś ładuje na czerwonym, mój samochód uznał że szybciej już nie pojedzie bo tu wolno 90.
- Przenoszenie odpowiedzialności z kierowcy na maszynę (czyli jej producenta). Idąc tę ścieżką kierowcom będzie się wpajać, że wszystko na co pozwala samochód jest zgodne z prawem i zdrowym rozsądkiem, a prowadzenie pojazdów musi być odpowiedzialne i świadome.
Opanowanie tego szaleństwa na drogach z którym powszechnie mamy do czynienia w sposób trwały i skuteczny niestety jest możliwe tylko przez wpływanie na świadomość i wyobraźnię kierowców. A tymczasem żeby jednak ocalić te kilka tysięcy istnień rocznie pozostaje uspokajanie ruchu w kluczowych miejscach i egzekwowanie prawa przez ustawianie fotoradarów i patroli.
Cytuj:
Coś takiego w teorii działa w motocyklach <51cm^3 - w praktyce zdjęcie ogranicznika oferuje się często wraz z jego sprzedażą. IMHO wymagałoby to jeszcze jakiegoś systemu kontroli działania tych ograniczników.
Ja się nad tym zastanawiałem i mam lepsze rozwiązanie niż ograniczniki.
Cena odbiornika GPS u producenta jest teraz śmiesznie mała. Jeśli montowany byłby we wszystkich samochodach a komputer (i tak jest) zapisywałby z ostatnich np. 30 dni gdzie i z jaką prędkością jechał pojazd (tylko tyle), to podczas kontroli policjant podłączałby terminal i dysponując mapą ograniczeń od razu widziałaby za co się należy mandat.
Tanie i proste w stosunku do kosztów wypadków jakie ponosi społeczeństwo i państwo. Do tego nie do obejścia przez antyradary, CB i inne mądre pomysły. Oczywiście za brak zapisu odpowiednio wysoka grzywna (na wypadek gdyby ktoś odbiornik odizolował a policji wmawiał że ostatnie 30 dni jeździł w tunelach).
Żeby uniknąć zarzutów o ciągła inwigilację, to urządzenie wskazywałoby tylko gdzie doszło do wykroczenia. Jeśli wykroczenia nie było - informacji brak. Myślę, że można by znaleźć więcej zalet takiego systemu.