pduncz napisał(a):
A mówiłem, że kombinowanie jest Ci obce? Pod "gratis" oczywiście rozumiem przeczekanie po cichu i opuszczenie pojazdu bez kupowania żadnego biletu, a nie zakup na odległość mniejszą o kilka stacji. Prześledź mój scenariusz pod tym kątem.
Wsiadam na stacji X do pociagu. Nie idę do konduktora, licząc na oszczędność, czy cokolwiek. Konduktor jednak cały czas chodzi po pociągu, najdalej za jedną stację jest przy mnie, a i to tylko w sytuacji, gdy stacje są blisko siebie. W typowej sytuacji jest przy mnie, jeszcze zanim dojedziemy do kolejnej stacji. Nie mam jak oszukać, choćbym chciał.
Ba, pewność, że konduktor przyjdzie szybko, przyzwyczaja mnie do uczciwości. W 90% przypadków muszę i tak powiedzieć prawdę, bo konduktor wie, że wsiadłem na ostatniej stacji (bo to jedyna możliwość). Nie mam tez pewności, jadąc pomiędzy stacjami bliskimi siebie, czy konduktor i tak nie zdąży do mnie przyjść. Więc nawet nie próbuję.
Pamiętaj, to nie wysokośc kary, ale jej prawdopodobieństwo działa prewencyjnie. Nie musi to być kara za jazdę bez biletu - wystarczy kara w postaci tego, że za bilet zapłacę 2zł więcej niż w kasie/automacie (co na wielu relacjach stanowi połowę albo 1/3 kosztów biletu). Raz zapłacę, drugi, a trzeci raz pójdę do kasy - 2zł to koszt butelki piwa

pduncz napisał(a):
Uważam, że dopuszczenie sprzedaży w trakcie kontroli na obszarze, gdzie działają również kontrolerzy zewnętrzni (bez opcji sprzedaży) jest opresyjne dla pasażera. To jest złe rozwiązanie (właśnie przez tę możliwość "ugotowania") - i to jest de facto mniej-więcej to co mamy obecnie: niektórzy kierpocie sprzedadzą Ci bilet bez mrugnięcia okiem, a niektórzy się będą awanturować że masz "obowiązek..."
To jest tak samo złe, jak warszawska sprzedaż biletów u kierowcy: kierowca nie ma - jesteś "ugotowany".
Tu się zgodzę. Czekanie na konduktora nie może być ruletką, czy pierwszy będzie on z biletem dla mnie, czy kontroler z Renomy z mandatem. Dlatego ważne jest by konduktorzy non stop chodzili po pociągu. Nawet we dwóch, jeżeli jest duże obciążenie trasy. To się zwróci, bo będzie eliminacja jadących bez biletu (każdy kupi, jak nie w kasie, to od konduktora - a to przecież o to chodzi).
Bez zaangażowania konduktorów w to by cały czas chodzić, cały system nie ma sensu! Niezależnie jaki by był to system - bo skoro konduktor nie sprawdza biletów, a szansę kontroli z zewnątrz są bliskie zeru (taka prawda), to jaką mam motywację by kupować bilet? I nie ważne jest czy muszę po niego iść do konduktora, kasy, czy bilet przyjdzie do mnie - jeżeli nikt mi go nie sprawdzi, to nie opłaca się kupować i statystyczny człowiek nie zrobi tego.
_________________
Pozdrawiam rowerowo - Rafał 'Raffi' Muszczynko
__________________________________________________
Jeździć możesz powoli, ale myśleć musisz szybko
