blub napisał(a):
Czytałem, że Zieloni przyprowadzili zmianę w przepisach. Zerknąłem na te zmiany i cóż, jakoś nadal istnieje przymus dla wszystkich rowerzystów (nawet kolarzy) do korzystania ze ścieżek
[...]
Cytuj:
To raczej przepis nazistowski, wprowadzony we wszystkich krajach będących pod okupacją wojenną (np. Polska, Czechy, Austria, Francja, Holandia, Dania) lub mających w tamtych czasach rządy faszytowskie (Hiszpania, Włochy).
Dokładniej: jest to przepis wynikający z Konwencji Wiedeńskiej o ruchu drogowym, sporządzonej 8 listopada 1968 r. w Wiedniu i ratyfikowanej przez Polskę w 1988 r.
Zmiany, które proponujemy wprowadzić w polskich przepisach, zmierzają do poprawienia zgodności polskiego Prawa o ruchu drogowym z Konwencją. Dlatego podjęliśmy świadomą decyzję, żeby nie ruszać obowiązku korzystania z drogi rowerowej, bo bardzo osłabiłoby to naszą argumentację w sprawach, które uważamy za ważniejsze (pierwszeństwo na przejazdach, definicje drogi, pasa itp.)
Ale oczywiście, jeśli zbierzesz 14 osób podobnie myślących jak Ty, możesz założyć własne stowarzyszenie, które będzie walczyć o wypowiedzenie przez Polskę Konwencji i wprowadzenie odmiennych uregulowań w kwestii dróg dla rowerów. Wasz ewentualny sukces będzie miał pozytywne skutki uboczne - polskie prawa jazdy przestaną być honorowane za granicą i Europa odetchnie z ulgą (patrz niżej).
Cytuj:
Nie ma (i nigdy nie było) takiego przepisu w Anglii. Natomiast w Holandii rowerzyści nawet do 2001 r. na skrzyżowaniach i na drogach rowerowych oficjalnie nie mieli pierwszeństwa przed samochodami
Źródła poproszę.
Cytuj:
Dlaczego byle riksza (15 km/h) nie musi jeździć po ścieżce a kolarz (45 km/h) musi?
Bo riksza ma ponad 0,9 m szerokości, a kolarz, nawet bardzo roztyty, mniej.
Cytuj:
Rozumiem, że jazda po ruchliwych szosach bez poboczy asfaltowych lub po trasach bezkolizyjnych typu Łazienkowska jest niebezpieczna, ale na ogół to jazda typową jezdnią ulicy miejskiej jest bezpieczniejsza, bo rowerzysta nie jedzie poza polem widoczności kierowcy
Myślę, że co do ogólnej zasady się wszyscy zgodzimy. Problem w tym, gdzie konkretnie przebiega granica pomiędzy "ruchliwą szosą" a "typową ulicą miejską". Dla fanatyków kolarstwa szosowego al. Solidarności będzie jezdnią miejską, a dla fanatyków kolarstwa chodnikowego ul. Diamentowa będzie ruchliwą szosą. My staramy się wypośrodkować nasze stanowisko (posiłkując się twardymi danymi z podręczników duńskich i holenderskich), więc obrywamy z obu stron.
Cytuj:
W Niemczech dobre kilka razy omal nie załatwiłem rowerzysty przy skręcaniu w prawo (samochodem) lub przy wyjeździe z bocznej, bo się pojawił "z nikąd", bo ścieżka była usytuowana tak, jak nie powinno być.
Raczej, nazywając rzecz po imieniu: bo jesteś pierdołą z Polski, której nikt nie nauczył jeździć samochodem po drogach utwardzonych - oglądać się w prawo przy skręcaniu w prawo itp.
Cytuj:
szeroka na tyle, aby 4 rowerzystów lub 2 kolarzy

się na niej zmieściło (ok. 2,5 m w każdym kierunku).
Jak będzie tyle rowerzystów, co w Holandii, to będzie sens budować drogi szerokie na 4 rowerzystów. Przykład jest już w Gdańsku: ścieżka nadmorska została w zeszłym roku przebudowana na szerokość 4-5 m, żeby pomieścić wszystkich chętnych do korzystania. Ale jednocześnie, podobnie jak w Holandii, jest tam też cała sieć ścieżek po 1,5-2,5 m, bez których nie byłoby tej "Velostrady" - bo 90% zainteresowanych nie dojechałoby do niej.
Przykro mi bardzo, ale nie sądzę, żeby realne było oczekiwanie na 5-metrowe drogi rowerowe które miałyby powstawać po to tylko, by dwóch kolarzy mogło się na nich swobodnie kiwać na boki raz na tydzień. Ale oczywiście możesz próbować.
Cytuj:
velogustlik napisał(a):
Hmm. Myślałem, ze Niemcy robią całkiem niezłe drogi...
Co najwyżej że lepiej wyglądają od naszych. Lecz czasem to w ogóle nie wyglądają tylko są zwykłymi chodnikami z niebieskim znakiem.
Trochę dramatyzujesz (zależy zresztą od miasta / landu). Fakt jest taki, że dzięki tym "niewyględnym" drogom w wielu miastach niemieckich w ostatnich latach bardzo wzrósł ruch rowerowy. Nie jest to z reguły "Best Practice" i lepiej faktycznie się wzorować na Holendrach, ale chciałbym mieć w Warszawie takie ścieżki jak chociażby w Ratyzbonie, mimo że w większości nie mają po 5 m szerokości:
http://www.zm.org.pl/?a=ratyzbona-rowerowa-075&img=2