zm.org.pl
http://forum.zm.org.pl/

Rowerzysci inaczej
http://forum.zm.org.pl/viewtopic.php?f=1&t=914
Strona 1 z 1

Autor:  ragozd [ Cz lip 10, 2008 8:21 ]
Tytuł:  Rowerzysci inaczej

Kiedys na tarchominie widzialem rowerzyste poziomego na ulicy jadac rano do pracy. To byl spory sukces, bo wystawal moze 40 cm nad ziemie, bez zadnej choragiewki. Teraz go juz nie widze - pewnie w kocu jakies auto rozjechalo tego niewidocznego kolege.
Teraz znow jakis myslacy inaczej pedzic ulica Swiderska rownolegle do sciezki rowerowej. Jak zwrocilem mu uwage, zaczal sie wymadrzac o Kodeksie drogowym - chyba mial wyrwana strone z art. 33 :( I potem sie dziwic ze kierowcy nie lubia rowerzystow ...

Autor:  Monty B. Ike [ Cz lip 10, 2008 8:53 ]
Tytuł:  Re: Rowerzysci inaczej

ragozd napisał(a):
Kiedys na tarchominie widzialem rowerzyste poziomego na ulicy jadac rano do pracy. To byl spory sukces, bo wystawal moze 40 cm nad ziemie, bez zadnej choragiewki. Teraz go juz nie widze - pewnie w kocu jakies auto rozjechalo tego niewidocznego kolege.

40 cm -- tyle to nawet lowracery nie mają. Założę się, że było z 0,7 m :lol: -- minimalny prześwit to ok. 10 cm -- inaczej bezustannie krzesze się iskry na wszystkich szynach i wybrzuszeniach jezdni, a odległość od plecowej części miednicy do czubka kolana zgiętej nogi (co jest niezbędne przy pedałowaniu) u osobnika o wzroście 180 cm wynosi ok. 60 cm. Dodając z 8 cm na konstrukcję pod siedziskiem (jest rama, a łańcucha nie wpuścił sobie pępkiem i nie wypuścił uszami), uzyskuje się ok. 78 cm :lol:

ragozd napisał(a):
Teraz znow jakis myslacy inaczej pedzic ulica Swiderska rownolegle do sciezki rowerowej. Jak zwrocilem mu uwage, zaczal sie wymadrzac o Kodeksie drogowym - chyba mial wyrwana strone z art. 33

Na poziomie ciężko jest wskakiwać na krawężniki, których u nas na ścieżkach rowerowych dostatek. Kolarze na szosówkach też nie jeżdżą po ścieżkach rowerowych, bo wybijają sobie obręcze i co chwila muszą hamować.

W Holandii i Niemczech są ścieżki rowerowe umożliwiające jazdę rowerem poziomym lub szosówką, w Warszawie -- nie bardzo -- zanim się dobrze rozpędzisz, już musisz hamować, bo dziura lub zakręt pod kątem prostym.
Tak naprawdę góral to rower do jazdy po bezdrożach, a nie ścieżkach rowerowych. W Warszawie jeździ się głównie na góralach, bo tylko one są w stanie poradzić sobie z tym, co stanowi nawierzchnię ścieżek.

ragozd napisał(a):
I potem sie dziwic ze kierowcy nie lubia rowerzystow...

Nie lubią, bo nie lubią. Jest to poczucie tzw. modal identity (były na ten temat badania w Wlk. Brytanii) -- utożsamiania się z innymi pojazdami: jeżeli po jezdni jedzie spycharkoładowarka z V=15 km/h, wloką się grzecznie za nią, nawet nie trąbią -- bo toto ma cztery koła i silnik, czyli jest "jednym z nich". Motocykl ma silnik (i może grzać do 280 km/h), więc go tolerują, choć niezbyt lubią. Rower, przy całkowicie innej dynamice ruchu i bezsilnikowości, jest postrzegany jako alien, nawet, jeśli jedzie 30 km/h i jest szybszy od aut wlokących się w korku. Wtedy nie lubią SZCZEGÓLNIE... :wink:
BTW, u Ciebie też chyba podziałało poczucie modal identity? :wink:

Autor:  ragozd [ Pn lip 14, 2008 15:30 ]
Tytuł: 

Tylko ze drugi przypadek to byl trekking. Zas 80 czy 40 cm jednakowo nie wystaje ponad maske samochodu :)
Doskonale zdaje sobie sprawe ze stanu sciezek rowerowych, ale nie usprawiedliwia to uzytkownika kolarki ktory jezdzi obok sciezek. jesli chce sie jezdzic po W-wie, to przyzwoitosc nakazuje miec rower do tego przystosowany a nie lamac prawo. A goralami sie jezdzi bo taka moda, nie wspominajac ze maja najlepsza relacje ceny do jakosci.

Na mnie najbardziej dziala glupota innych ;)

Autor:  Wojtek [ Pn lip 14, 2008 15:50 ]
Tytuł: 

ragozd napisał(a):
jesli chce sie jezdzic po W-wie, to przyzwoitosc nakazuje miec rower do tego przystosowany a nie lamac prawo.


Troche to przypomina zapewne tlumaczenia tych, ktorzy sobie kupili wielkie samochody terenowe do jazdy po miescie, bo "tu Panie takie dziury na ulicach". Moim zdaniem to powinno byc odwrotnie - to infrastruktura powinna uwzgledniac i umozliwiac przynajmniej 95% najpopularniejszych sposobow, jakimi moga poruszac sie jej uzytkownicy, a gorale to powinien byc absolutny wyjatek do jazdy po miescie.

Autor:  Monty B. Ike [ Pn lip 14, 2008 22:13 ]
Tytuł: 

ragozd napisał(a):
Tylko ze drugi przypadek to byl trekking. Zas 80 czy 40 cm jednakowo nie wystaje ponad maske samochodu

A czy kierowcy widzą linie i strzałki namalowane na jezdni? A są one na wysokości "zero" :lol:

ragozd napisał(a):
nie usprawiedliwia to uzytkownika kolarki ktory jezdzi obok sciezek. jesli chce sie jezdzic po W-wie, to przyzwoitosc nakazuje miec rower do tego przystosowany a nie lamac prawo.
...a jak się kupi okazyjnie maść na odciski, to trzeba kupić za ciasne buty... :wink:
Trochę ormowskie to podejście. W Niemczech, jeśli policjant zatrzyma rowerzystę za to, że jedzie po jezdni, jeśli obok jest ścieżka rowerowa, a ten pokaże mu tam śmieci, dziurę lub temu podobne (należące do standardu na ścieżkach w Warszawie), Polizei salutuje i nie zadaje więzej pytań. Kierowcy owszem, trąbią, żeby dać wyraz swojej dezaprobacie "my tu płacimy podatki na wasze ścieżki, a wy z nich nie korzystacie", ale nikt nie próbuje rozjechać. Wiem, bo sporo razy tak robiłem, jak coś na ścieżce stało lub leżało.

ragozd napisał(a):
A goralami sie jezdzi bo taka moda, nie wspominajac ze maja najlepsza relacje ceny do jakosci.

Większość tego, co jeździ po Warszawie, to pseudogórale. W Krakowie (i w Warszawie, wśród studentów, szczególnie szkół artystycznych) jest moda na "holendry", choć nie nadają się one do wyścigu o życie z samochodami, kiedy w momencie zmiany z żółtego na zielone trzeba w kilka sekund zdążyć na drugą stronę skrzyżowania, bo inaczej otoczą i rozjadą (brak śluz akumulacyjnych).
Facet, który z ub.r. złamał sobie rękę na Nadwiślańskiej Ścieżce Rowerowej przed Mostem Gdańskim, też był na holendrze -- nie przeskoczył dziury w asfalcie, rozsadzonej korzeniami.

Strona 1 z 1 Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/