marek.slon napisał(a):
Obawiam się, że jest to przykład podejścia do sprawy nie tylko pasów, ale w ogóle infrastruktury rowerowej, który skutecznie hamuje jej rozwój.
Jest to jeden punkt widzenia. Z drugiej strony jest coraz więcej rowerzystów, którzy mają dość substandardowych rozwiązań i budowania po to żeby było (patrz chociażby sąsiedni wątek o Kasprzaka).
Poza tym wykonując pilotażowe wdrożenie byle jak, łatwo na dłuższy czas skompromitować ogólnie słuszny pomysł. Przykładem może być np. Piaseczno, gdzie po krótkiej przygodzie z pasami rowerowymi w centrum w zasadzie zrezygnowano z robienia czegokolwiek dla rowerzystów.
Cytuj:
Czy lepiej, żeby w ogóle z pasa zrezygnować, żeby rowerzysta mógł jechać środkiem?
W wielu przypadkach tak. Jestem teraz w strasznym niedoczasie, więc nie zarzucę konkretnego linka (zresztą już chyba podawałem przy okazji poprzedniej dyskusji), ale Niemcy wyliczyli, że statystycznie rzecz biorąc wytyczenie pasa zwiększa liczbę wypadków. A w Holandii się teraz eksperymentuje z malowaniem pasów rowerowych pośrodku samochodowych... Po prostu wbrew pozorom lepiej być przed samochodem niż obok samochodu.
Cytuj:
a każdy "Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać możliwie blisko prawej krawędzi jezdni" /art. 16,4 PoRD/.
Jak słusznie zauważyłeś - każdy. Czy zatem od kierowcy oczekiwałbyś, że pojedzie tym ogryzkiem prawego pasa zamiast lewym?
Cytuj:
Dlatego, jak Olek słusznie zauważył, w krajach "cywilizowanych rowerowo" powszechnie wytycza się takie pasy.
W krajach najbardziej "cywilizowanych rowerowo" - Holandii czy Danii - stosunkowo rzadko. Normatyw holenderski wymaga opaski oddzielającej 0,75 m pomiędzy pasem rowerowym a miejscami parkingowymi. W podręczniku projektowania jest cały rozdział na temat przekrojów wąskich, szerokich i krytycznych. W skrócie - albo robimy szeroko, tak by zachować bezpieczne odstępy, albo wąsko, tak by uniemożliwić wyprzedzanie. Wariant pośredni to właśnie przekrój krytyczny i wypadki.
Pasy rowerowe są bardzo popularne w Wielkiej Brytanii i Irlandii - ale lokalni rowerzyści często sobie z nich dworują wiele z nich, podobnie jak my z kiepskich ścieżek wydzielonych.
Cytuj:
Na ilu ulicach w Warszawie jeździłoby się wygodniej i bezpieczniej, gdyby przystosowano dla rowerów tzw. opaskę, zapewniając skrajnię oraz odpowiednie oznakowanie i likwidację poprzecznych krawężników na skrzyżowaniach.
Nie obraź się, ale jak dla mnie propozycja jest dość kuriozalna. Opaska ma 0,5 m, po lewej masz uskok 10-16 cm - myślę że nie więcej niż 20% rowerzystów jest w stanie pewnie jechać po takiej równoważni. Taka jazda wymaga ciągłej koncentracji, utrudnia obserwację sytuacji na drodze czy sygnalizowanie zamiarów.
Poza tym opaska tak naprawdę wyznacza skrajnie ruchu samochodowego, ma prawo się nad nią znaleźć np. lusterko większego samochodu. Wystarczy silniejszy podmuch wiatru lub przejeżdżający autobus i nieszczęście gotowe.
A co z wyprzedzaniem innych, wolniejszych rowerzystów? Nie mówiąc już o np. jeździe z 90-cm przyczepką?
Cytuj:
Ciekawe, czy ZM poparłoby taki pomysł, czy uznałoby propozycję za "błąd projektowy"?
Był taki pomysł dawno temu w przypadku Nowego Światu, ze względu na intensywny ruch autobusowy, w którym rowerzyści nie czują się zbyt pewnie. Ale tam do dyspozycji było 70-80 cm i ostatecznie zrezygnowaliśmy z tego postulatu.
Cytuj:
Przez rok mieszkałem i jeżdziłem rowerem /średnio 100 km tygodniowo w ruchu miejskim/ w Münster, tuż przy granicy holenderskiej. To raj dla rowerzystów, 40% ruchu to cykliści. Znakomita większość ścieżek nie spełnia standardów szerokości samej ścieżki i skrajni, często pasy lub ścieżki prowadzą wzdłuż zaparkowanych równolegle samochodów. Liczba wypadków o ponad rząd wielkości niższa, niż w Warszawie.
Nie byłem w Münster, chętnie obejrzę zdjęcia. Na razie przykład o tyle mnie nie przekonuje, że są również miasta, gdzie nie ma prawie żadnych ścieżek ani pasów, a ruch rowerowy też jest spory i jeździ bezpiecznie. Kwestia z jednej strony uspokojenia ruchu (tzw. niewidzialnej infrastruktury rowerowej), a z drugiej - przepisów i kultury jazdy.
Z miast niemieckich nieco dłużej zabawiłem w Ratyzbonie. Pasy rowerowe na jezdni kojarzę tam tylko na jednym moście przez Dunaj i przed śluzą rowerową na wjeździe na stare miasto. Było trochę wydzielonych ścieżek, ale podstawę stanowiło właśnie uspokojenie ruchu i ruch rowerów na zasadach ogólnych jezdnią.
Cytuj:
Ja po prostu jeżdże rowerem od kilkunastu lat po Warszawie, kilka lat po miastach niemieckich, pół roku po Paryżu. Patrzę więc wyłącznie okiem praktyka i widzę, że prowadzi mnie to do odmiennych wniosków.
No widzisz, ja też jeżdżę kilkanaście lat po Warszawie, jeździłem po Helsinkach, Sztokholmie, Groningen, Kopenhadze, Oxfordzie, paru innych miastach, i również uważam się za praktyka

Po prostu rowerzyści są różni.
Forum oferuje możliwość zrobienia prostej ankiety - możesz sprawdzić na ile Twoje wnioski pokrywają się z wnioskami innych praktyków. Ja sam jestem ciekaw, ilu byłoby zainteresowanych jeżdżeniem po półmetrowych opaskach...