marek.slon napisał(a):
Jeżeli kilka przypadków potrącenia pieszych jest wystarczającym powodem do zakazu ruchu, to po żadnej ulicy w Warszawie nie powinny jeździć samochody.
Na ścieżce rowerowej łączącej Gdańsk i Sopot było ponad 1000 potrąceń pieszych przez rowerzystów.
I co? Zamknięto ją?
NIE. Jest POSZERZANA, a najbardziej kolizyjne odcinki -- przebudowywane i dokładany jest drugi pas...
Po Starym Mieście wskazane jest jeżdżenie z dzieckiem do lat 10 (po chodniku?), bo PoRD na to zezwala
A radny Górski został ostatnio chyba szefem komisji Rady (dzielnicy?) ds. Bezpieczeństwa. Przypomina mi to nieco matematyka z mojego dawnego liceum, który jako kulawy kurdupel nie mógł zostać milicjantem, więc zapisał się do ORMO, z czego był niezwykle dumny
<edit>
olek napisał(a):
Nasza Starówka to jednak bardziej skansen niż rzeczywiste centrum miasta i można ją łatwo ominąć (właśnie Podwalem, wygodnym asfaltem). Co innego Nowe Miasto, które...
Obawiam się, że potwierdzasz zjawisko, opisane przez niejakiego doktora Goebbelsa -- kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą (medialną).
Stare Miasto tak naprawdę nie różni się szczególnie od innych terenów o gęstej zabudowie. Zapewne większość szanownych Użyszkodników Forum nie pamięta, ale na Starym Mieście był kiedyś normalny ruch samochodowy, na Rynku SM parkowały autokary turystyczne (czyli jakoś tam wjeżdżały, wycieczki nie wnosiły ich na plecach!), a największa zaciekłość w egzekwowaniu zakazu miała miejsce w okolicach stanu wojennego, żeby rowerzyści (w domyśle -- opozycjoniści

) nie przeszkadzali jeździć Skotom, budom i sukom ile fabryka dała.
To, że ruch samochodowy wyeliminowano, to bardzo dobrze (choć naiwnym jest ten, co sądzi, że nie można zostać tam walniętym przez śmieciarkę, samochód dostawczy, lub knajpiarza w czarnym BMW), a na początku lat '90 był zakaz ruchu, z tabliczką, czego nie dotyczy, gdzie m.in. było
...rowerów. Ale później nastała znana wszystkim i lubiana

pani dyrektor K., która na takie wstecznictwo zgodzić się nie mogła.
A co do tezy Starówki jako skansenu -- jest tam drobne kilkadziesiąt restauracji -- w sezonie letnim z ogródkami, o których płoty bywają oparte liczne rowery, ileś-tam sklepów i muzeów (których pracownicy też powinni mieć prawo dojechać rowerem) oraz -- mieszkańców, którzy także miewają rowery i chcą stamtąd wyjechać i wjechać oraz przemieścić się. Samych turystów na rowerach też bywa sporo -- i co? Czy mają zostawić rower pod Kilińskim i tachać sakwy na plecach, czy też pchać rower ręcznie, zajmując znacznie więcej miejsca, niż gdyby jechali?...