Pozwolę sobie przekleić artykuł z wątku Radomskiego o "wyczynach" rowerzystów z Wrocławia, ale dobrze wiemy że w Warszawie też się tacy znajdują
http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=750264&page=25[Autor - TETA June 12th, 2011, 10:05 PM]
Po moim niedawnym zderzeniu z kretynem jadącym ścieżką lewą stroną i w ogóle ku nakreśleniu problemu wklejam art. kolegów z Wrocławia:
Szalejąc na rowerze, pomyślmy o innych i o sobieUwielbiam jeździć rowerem. Na co dzień i od święta, nawet zimą. Uważam, że rower rządzi, ale szlag mnie trafia na widoczną bardziej głupotę, brawurę i bezmyślność rowerzystów. Tak jeździć się nie da! Z okazji niedzielnego Święta Wrocławskiego Rowerzysty cyklistom życzę opamiętania i rozsądku


Rowerowa Puszka Pandory została otwarta: rower stał się modny, a rowerzyści są wszędzie. Nie tylko na przeznaczonych dla nich nielicznych ścieżkach i przejazdach przez ulicę, ale także wśród samochodów i co najgorsze, na chodnikach. To wynik całkowitego zakorkowania miasta. Remonty, przebudowy dróg, nadmiar aut oraz zachęty ze wszystkich stron poskutkowały. Wielu wrocławian przesiadło się na dwa kółka. A są jeszcze i ci, którzy po prostu oszczędzają na komunikacji miejskiej, a rower można teraz kupić naprawdę tanio. Pedałowanie się opłaca, nie stoi się w korku ani nie czeka na tramwaj. Jest się fit i trendy. Ma się swobodę, która, niestety, bywa zgubna.
Rowerzyści nagminnie jeżdżą bez świateł, łamią zasady ruchu, nie myślą o innych użytkownikach dróg. Nie rozglądają się na prawo i lewo, jeżdżą w słuchawkach, rozmawiają przez telefon. Wiem, bo ich spotykam na co dzień. Dlatego wypadków wśród rowerzystów przybywa. A ofiary często bywają same sobie winne.
Miasto, widząc w rowerach alternatywę dla paraliżu komunikacyjnego, ogłosiło wrocławską politykę rowerową, ale nie było gotowe na natychmiastowy sukces swej decyzji. Rowerzyści wylegli gremialnie na ulice, jednak magistrackie deklaracje o budowie rowerowych tras nadal pozostają na papierze. Ścieżek wiodących przez centrum niemal nie przybyło, i do spójnej sieci rowerowej jeszcze daleko. Stąd rowerowa partyzantka.
Niewielu jest śmiałków, którzy decydują się pomykać między samochodami, większość woli jazdę chodnikami. Właściwie im się nie dziwię. Sporo z nich to kierowcy samochodów. Jednak zmieniając środek lokomocji, zachowują się jak piesi - jeżdżą jak chcą, tylko że dużo szybciej. Niejednokrotnie są gorsi od kierujących autami. Bo ci, łamiąc notorycznie inne przepisy, starają się przynajmniej zachowywać zasadę ruchu prawostronnego. Rowerzystom jest ona najwyraźniej obca. Jeżdżą środkiem albo wyprzedzają z prawej. Na deptakach i na przejściach dla pieszych robią sobie slalom między przechodniami. Jeżdżąc ławą, rozganiają czekających na przystankach. Bywają równie groźni jak rozpędzony samochód.
Trudno się dziwić, że rowerzyści mają coraz więcej wrogów. Szlag mnie trafia, bo pracują także na moje konto. Co rusz słyszę, że człowiek na dwóch kółkach to groźny szaleniec. Jeden potrącił dziecko, drugi wpadł na staruszkę. Inny, nie patrząc, wjechał wprost pod koła samochodu.
Boję się jednak, że nie uda się okiełznać tej brawury i głupoty w prosty sposób. Na pewno potrzebna jest porządna akcja edukacyjna. Jestem też za prewencją - czyli upominaniem tych, którzy z głupoty szkodzą wszystkim. Możemy to robić sami, my, rowerzyści, widząc kogoś jadącego bez użycia mózgu: nie po tej co należy stronie i bez świateł. Nie zamierzam żałować tych, którzy łamiąc przepisy, stwarzają niebezpieczeństwo innym. Nie sygnalizują manewrów, nie przestrzegają zakazów. Powstrzymajmy ich bezmyślność. Nie powinno być dla nich zmiłuj.
Jeśli my, rowerzyści, chcemy, żeby przybywało ścieżek rowerowych, a ludzie sekundowali naszym staraniom o bardziej przyjazny stosunek magistratu, nie powinniśmy sami przysparzać sobie wrogów. I tak jest ich wystarczająco dużo.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław[/QUOTE]