| zm.org.pl http://forum.zm.org.pl/ |
|
| Bezpieczeństwo rowerzysty w Wwie - doświadczenia osobiste... http://forum.zm.org.pl/viewtopic.php?f=1&t=2592 |
Strona 1 z 3 |
| Autor: | R2D2 [ Śr sty 11, 2012 14:38 ] |
| Tytuł: | Bezpieczeństwo rowerzysty w Wwie - doświadczenia osobiste... |
W poniedziałek o 0920 na Niepodległości za Malczewskiego jadąc w stronę centrum zostałem uderzony przez wyprzedzający samochód. Uderzony z premedytacja - kierowca trąbił na mnie (jechałem przy prawej krawędzi, przepisowo), gestykulował (to było po zmianie świateł, nie jechał duzo szybciej niż ja), wyprzedził mnie na grubość lakieru swoim pick-upem... ale miał przyczepę wystającą obrys samochodu, która uderzyła w mój rower. Nie wiem jak mnie walnęła, ani co się działo, w ćwierć sekundy leżałem na jezdni obok wraku roweru ,czołgając się by kolejny samochód nie poprawił dzieła poprzednika. Nie zatrzymał się nikt - łącznie ze sprawcą, który spokojnie odjechał w następną przecznicę, tam zaparkował i przyszedł z pretensjami. W międzyczasie zadzwoniłem pod 112, wezwałem Policję. Mimo tego jak wygląda mój rower ![]() jestem w miarę cały: zdarta skóra na jednym udzie, obity mięsień, podrapana skóra na łydce i kolanie. Mięsień uda boli więc do dziś kuśtykam. Miałem kask, nie widać na nim jakiś zadrapań. Miałem ex-motocyklowe rękawiczki z kevlarem, dłonie całe. Ubranie: podarty softshell, spodnie, kalesony we krwi. Rower... właściwie cały rozwalony, chyba tylko siodło się ostało. Widelec carbon - urwany. Obręcze, piasty, korby, klamki, opony (nowiutkie, właśnie zmieniłem), nie wiem czy rama jest prosta, na pewno porysowana. Po jakiś 20 minutach przyjechała Policja, która dość szybko wytłumaczyła kierowcy, że ponosi całkowitą winę za spowodowanie wypadku, a jak się nie zgadza to niech idzie do sądu który za takie coś nie zostawi na nim suchej nitki. Kierowca zmiękł, emocje opadły, ja odkryłem że mam zakrwawione udo.. z kolesia który przed chwilą chciał mnie przejechać zrobił się człowiek. Skończyło się tym, że mam się dogadać ze sprawcą co do kupna nowego roweru, cuichów, lub zgłaszać to z jego OC. Policjani w notatniku wpisał notatkę o wypadku i to że sprawcą jest kierowca który "nie zachował ostrożności przy wyprzedzaniu". Policjant nie krył swojego braku miłości do rowerów "nie spodziewa się może Pan Kierowca, że w styczniu mogą rowery jeździć" ale nie zwalał na mnie "ale jak widać jeżdzą, a jak jadą to mają na drodze takie same prawa jak Pan". Mi Policjant poradził żebym przesiadł się do samochodu bo bezpieczniej.... Teraz tak sobię myślę że jak na wypadek w którym mógł zginąć człowiek (czyli ja) Policja działała dość nonszalancko: -nie dali balona kierowcy (ani mi) -nie sprawdzili dowodu przyczepy, ani tego czy kierowca ma uprawnienia D. -nie zrobili żadnego zdjęcia, szkicu -nie dali mandatu ani punktów kierowcy, nie sprawdzili nawet jego punktów w systemie Po odjeździe policji spisaliśmy ze sprawcą oświadczenie i zawiózł mnie i szczątki roweru do domu. Nie wiem czy odważę się jechać znów po jezdni obok potencjalnych zabójców - będących w cywilu normalnymi ludźmi. Chyba na jezdni kierowcy wyładowują swoje codzienne problemy, nie myśląc o konsekwencjach. |
|
| Autor: | legalnycyklista [ Śr sty 11, 2012 15:14 ] |
| Tytuł: | Re: Bezpieczeństwo rowerzysty w Wwie - doświadczenia osobist |
Przyznam, że dziwi mnie to zachowanie policji - udało mi się samochodem zarysować [coś jak przejechanie kluczem] drzwi innego samochodu i z mandatu nie chcieli rezygnować, podobnie przy dwóch kolizjach nie z mojej winy na rowerze - wobec kierowcy. Zawsze było też sprawdzanie trzeźwości, choćby nie było najmniejszych oznak alkoholu. Podobnie dokumenty. W przypadku kolizji z rowerem też stan techniczny (światła, sygnał dźwiękowy) obu pojazdów. Ja napisałbym zapytanie do WRD o przyczynę tak nonszalanckiego podejścia oraz uzasadnienie pominięcia mandatu karnego w kolizji z udziałem niechronionego uczestnika ruchu drogowego (gdzie ten uczestnik jest bardziej zagrożony od wypadku z innym samochodem). Nawet jeśli Ci odpiszą "bo tak" albo "nie powiemy bo nie" to może zwrócą uwagę imć przedstawicielom władzy na te aspekty. Spisali chociaż co w rowerze uległo zniszczeniu? |
|
| Autor: | PMN76 [ Śr sty 11, 2012 15:16 ] |
| Tytuł: | Re: Bezpieczeństwo rowerzysty w Wwie - doświadczenia osobist |
Z tego co napisałeś wynika, że zrobili z tego zgłoszenie zamknięte. Krótko mówiąc olali temat. Za spowodowanie kolizji mandat jest obligatoryjny. Na twoim miejscu zażądałbym wyjaśnień w tej sprawie. |
|
| Autor: | Monty B. Ike [ Śr sty 11, 2012 15:31 ] |
| Tytuł: | Re: Bezpieczeństwo rowerzysty w Wwie - doświadczenia osobist |
Cytuj: z kolesia który przed chwilą chciał mnie przejechać zrobił się człowiek. Nie człowiek, tylko glizda. Typ, który mnie rąbnął (miałem chyba mniejsze straty cielesne i znacznie mniejsze na sprzęcie (rower ważący 23 kilo jest jednak wytrzymalszy od ważącego 7 czy 8 Facet w sądzie przepraszał mnie i płaszczył się obrzydliwie. IMHO powinieneś załatwić sobie zaświadczenie, że miałeś grać w filmie w Hollywood i zarobic milion $, a z powodu uszczerbku na urodzie kasa przepadła i niech ci sukinsyn zwraca. Tym bardziej, że to NIE BYŁ PRZYPADEK -- sam piszesz, że próbował zastraszyć, wygrażał i niebezpiecznie jechał. Jeżeli nawet nie dbasz przesadnie o siebie -- pomyśl o innych. A co do psiarni -- niech wskażą przepis, mówiący, że na rowerze nie jeździ się w styczniu. http://polskanarowery.sport.pl/msrowery ... m_nie.html |
|
| Autor: | klemens [ Śr sty 11, 2012 16:44 ] |
| Tytuł: | Re: Bezpieczeństwo rowerzysty w Wwie - doświadczenia osobist |
Mnie kiedys jeden postanowił przestraszyć ( dokłądniej dlaczego wyjasnił mi to jak rozmawialismy stojąc na najbliższych światłach). Na szczęście nie potrącił, tylko przejechal omijając o kilka centymetrów. Policja zachowała sie co najmniej dziwnie, ale: - czy miałeś świadków ? - bo jak nie to słowo kierowcy przeciwko Twojemu ( czytałem o przypadku, gdzie kierowca potrącił i uciekł, a jak rowerzysta go nadał policji, to wyparł się wszystkiego). Jeżeli się przyznał, to powinien chyba dostać mandat, punkty karne, a ty możesz zgłosić sprawę do jego ubezpieczyciela, albo pozwać go w procesie cywilnym o odszkodowanie( ale to potrwa chociaz rok czy dwa, a bez świadków wynik niepewny). Najlepiej poradź się jakiegoś adwokata- czy nie możesz gościa pozwać za uszkodzenie cielesne( przydałaby się obdukcja), oraz adwokata lub radcy prawnego o ewentualne odszkodowanie cywilne. Ale to pewnie kosztuje- jakies 300 PLN za godzinę. Więc pewnie sie nie opłaca. Jeżeli chcesz napisac skargę na policję to masz tu link: http://www.policja.waw.pl/portal/pl/95/ ... licji.html Na dole jest o skargach i wnioskach. Dziwne jest faktycznie, ze nie sprawdzali go alkomatem, a zaproponowali ci chociaż wezwanie pomocy lekarskiej ? |
|
| Autor: | sansan [ Śr sty 11, 2012 17:00 ] |
| Tytuł: | Re: Bezpieczeństwo rowerzysty w Wwie - doświadczenia osobist |
właśnie ciekawi mnie teraz sprawa odkupienia roweru.. jakie tu są zasady? Są przecież rowery warte i 10 tys. druga sprawa to chyba wykup biletu miesięcznego na koszt sprawcy. |
|
| Autor: | legalnycyklista [ Śr sty 11, 2012 18:55 ] |
| Tytuł: | Re: Bezpieczeństwo rowerzysty w Wwie - doświadczenia osobist |
Zasady są takie same jak i w każdym innym przypadku zniszczenia tj. sprawca ma obowiązek ponieść koszty przywrócenia Twojego mienia do stanu co najmniej sprzed wypadku, a także zapłacić za wszelkie szkody pozamaterialne (np. zdrowie). W tym przypadku kierowcę reprezentuje jego ubezpieczyciel, chyba że dogadasz się z kierowcą bez ubezpieczyciela. Wydaje mi się jednak, że wszystkie koszty mogą być większe niż koło i widelec - polecam więc zgłosić się do ubezpieczyciela, po odpowiednim przygotowaniu. Wycena naprawy w serwisie, koszt takiego samego roweru, koniecznie jakiś papier od lekarza o uszkodzeniach na ciele. Z ubezpieczyciela też łatwiej będzie wydusić kasę z użyciem sądu (bo firma po wyroku wypłaci, koleś może po prostu nie mieć kasy) w przypadku rozbieżności wyliczeń Ty<->oni. Fakt, iż ubezpieczyciele lubią zaniżać wyceny jest na tyle powszechny, że sąd łatwiej przyzna Ci rację niż w konflikcie Ty<->kierowca. Przy samochodach należy Ci się samochód zastępczy, tu należałby Ci się rower zastępczy, ale IMHO spokojnie możesz przedstawić ubezpieczycielowi rachunek za bilet miesięczny i np. taksówkę z miejsca zdarzenia do domu (choć na to może być za późno). |
|
| Autor: | Groob [ Śr sty 11, 2012 19:07 ] |
| Tytuł: | Re: Bezpieczeństwo rowerzysty w Wwie - doświadczenia osobist |
legalnycyklista napisał(a): Zasady są takie same jak i w każdym innym przypadku zniszczenia tj. sprawca ma obowiązek ponieść koszty przywrócenia Twojego mienia do stanu co najmniej sprzed wypadku Tylko że http://gospodarka.gazeta.pl/pieniadze/1 ... rosze.html Inna sprawa, że w takim wypadku zrobiłbym wszystko, żeby gościa zgnoić. Mogę zrozumieć, że ktoś się zagapi, że jest nieuważny albo ograniczony umysłowo. Ale to, co opisujesz, to jest dla mnie prawie usiłowanie zabójstwa. Takie zachowania należy eliminować, a nie da się tego zrobić, nie wyciągając jak najsurowszych konsekwencji wobec takich idiotów. Zastanowiłbym się też nad złożeniem skargi na zachowanie gliniarzy. Takie lekceważenie szalenie niebezpiecznej sytuacji jest skandaliczne z ich strony. |
|
| Autor: | Monty B. Ike [ Śr sty 11, 2012 19:33 ] |
| Tytuł: | Re: Bezpieczeństwo rowerzysty w Wwie - doświadczenia osobist |
Groob napisał(a): to, co opisujesz, to jest dla mnie prawie usiłowanie zabójstwa. No, nie prawie. Cytuj: ja odkryłem że mam zakrwawione udo Wybierz się czym prędzej do szpitala, załatw badanie i zwolnienie na ponad 7 dni. W tym momencie skarży go prokurator. A jak samochód to był 4WD (SUV), to tym bardziej trzeba go wyeliminować. Biedny nie jest, za to pełen kompleksów. |
|
| Autor: | Piwoslaw [ Śr sty 11, 2012 23:06 ] |
| Tytuł: | Re: Bezpieczeństwo rowerzysty w Wwie - doświadczenia osobist |
Cytuj: niech wskażą przepis, mówiący, że na rowerze nie jeździ się w styczniu Właśnie, i czy w takim razie w lecie nie powinieneś spodziewać się samochodów na drogach. |
|
| Strona 1 z 3 | Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ] |
| Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group http://www.phpbb.com/ |
|