Problem polega bardziej na braku standardów lub ściślej ich wzajemnej niezgodności... Średnio co 20-30 lat zmieniała się koncepcja odnośnie wysokości peronu i w efekcie tego są perony bardzo wysokie (110 cm pod EW55, EW60...) Są perony wysokie (te co obecnie się buduje 76, 86 lub 96 cm) są zwykłe (55) są niskie (30 cm) i są wszelakie "pośrednie"...
W efekcie tego jeżdżą też pociągi z różną wysokością podłogi... i w efekcie tego czasem wydane grube pieniądze na to, aby pojazd był niskopodłogowy daje śmieszne efekty... np. gdy SA105 wjeżdża w perony Siedlec (wychodzę z niskiej podłogi a tam peron

)
Na szczęście od jakiegoś czasu PLK prowadzi normalizację tego zagadnienia, i wszędzie daje wysokość "unijną" zgodnie z zapisem:
DZIENNIK USTAW Z 1998 R. NR 151 POZ. 987
ROZPORZĄDZENIE
MINISTRA TRANSPORTU I GOSPODARKI MORSKIEJ
z dnia 10 września 1998 r.
w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budowle kolejowe i ich usytuowanie.
(Dz. U. z dnia 15 grudnia 1998 r.)
§ 98.8. Wysokość peronu powinna wynosić 0,55 m nad główkę szyny, z tym że możliwe jest, za zgodą zarządu kolei, budowanie peronów o wysokości 0,76 m na liniach kolejowych, na których prowadzony jest ruch podmiejski. Wysokość wydzielonych peronów bagażowych wynosi 0,30 m.
Zatem jeśli nic się nie zmieni, to za 20-30 lat wszystkie niskopodłogowe autobusy szynowe będzie można zezłomować
Dziwię się zatem miastu, że ma takie parcie na niskopodłogowe tramwaje/autobusy, skoro dużo taniej byłoby po prostu podnieść poziom krawędzi przystankowej.
(BTW nie pamiętam gdzie, ale w Niemczech jest miasto z wysokimi peronami tramwajowymi)