Wiosna, Panie Kolego i Koleżanko!Jak wsiadłem na rower, tak mniej więcej w wieku lat 5, jeżdżę nim po dziś dzień. Rzecz jasna, nie codziennie
Przedwojenni białostoccy urzędnicy przyjeżdżali do pracy rowerami. 1931 rok
Fot. Archiwum Tomasza WiśniewskiegoKiedy nie tak przecież dawno przyjeżdżałem rowerem do Urzędu Marszałkowskiego, to kilka dużo młodszych dzierlatek po kątach szeptało: "co za dureń, swoje lata ma, a pcha się rowerem".
Maria Szyszko i jaTechnicznie to było proste, zrzucałem ulubione ciuchy, z szafki brałem marynarkę, krawat na gumce i już się było urzędnikiem. Na Dzień bez Samochodu ustawiliśmy nawet przed urzędem stojak na rowery, ale parkowała tam tylko Pani Maria Szyszko i ja. Reszta a gdzie tam! Teraz chyba tylko składaczek Pani Marii od czasu do czasu tam stoi.
Rower rozwiązywał i rozwiązuje mi kupę spraw: szybki wyskok na pocztę, jakaś gardłowa sprawa, latem fantastyczny na rozruch kości i mięśni. Tę aktywność, ochotę do ruchu często dziedziczymy, w moim przypadku po ciągle kręcącym się dziadku, ruchliwym ojcu, a potem doszły kompleksy wobec wysportowanego brata. Wszystkim im za ten trwały impuls pospołu dziękuje. No, ale tak naprawdę wszystko zależy od nas samych.
Zimą rower jednak odstawiałem, i w ten czas tylko Wojtka Koronkiewicza dało się widzieć, jak przedzierał się przez śniegową breję, choć w krajach skandynawskich gość na rowerze w czasie zimy - to nic nadzwyczajnego. W jakimś stopniu, to dzięki rowerowi czuję się ciągle nieźle, ważę tyle co w ostatniej klasie liceum, ciągle przepłynę te kilka kilometrów. I gdy dziś patrzę na znacznie młodszych kolesi z piwnymi brzuszkami to sobie myślę, że rower to naprawdę fajna rzecz, lekarstwo na całe zło, i jak mawiał Himilsbach "dla zdrowotności", choć on miał całkowicie coś innego na myśli.
Kompleksy i otyłośćDziś nasza aktywność spada, maleje. Dzieci tyją na potęgę, na lekcje wuefu przynosi się lekarskie zwolnienia. Marzeniem jest mieć suwa, którym można się "kopnąć", choćby po gazetę. Nie tak dawno widzieliśmy, jak niemieccy robotnicy Opla jadą sobie do roboty rowerami. Przypomniał mi o tym Piotr Znaniecki z Agro Group. Zwrócił uwagę, że gdy w Chinach z rowerów zsiadają, w Europie Zachodniej na nie wsiadają. A my - to kolejny dowód na to, jak nam daleko do bycia zachodnim Europejczykiem - zachowujemy się jak w Chinach. Aby drążyć porównania: gdy plastykowy siding staje się w USA zakazany, u nas zakleja się nim na potęgę stare domy, gdy w Hiszpanii i Niemczech następuje powrót do szklanych butelek, u nas całkowicie wypiera je plastyk. Im więcej wokół ścieżek rowerowych, tym większe marzenia o jakiejś bryce, najlepiej z napędem na cztery koła. To jest bajer. Choćby miałby to być trup i rzęch. Trafia we mnie reklama mrużącego oczy przygłupa, który wpatruje się w zachodzące słońce na jakiejś skale na tle swojego nowego autka. Jedni się ślinią, ja pękam ze śmiechu. A kampanii promującej rower tyle, co kot napłakał
Przydałyby się takie kampanie, namacalne przykłady, w których lokalni urzędnicy, rozmaite VIP-y pokonują w sobie kompleksy i od czasu do czasu korzystają z roweru. Wówczas pociągnęliby innych, pojawiłyby się autorytety przydające sens takim kampaniom. Ale autorytetów nie ma. Córka Grzegorza Turnaua Antonina powiada wprost, stając się głosem generacji - "coraz mniej ludzi zasługuje na miano autorytetu. Odchodzą ludzie wielcy, a ich miejsca zostają puste. Ideały ustępują pola konsumpcjonistycznej miłości do pieniądza ". Przed kilkoma laty Warszawa prześcignęła Paryż w liczbie samochodów przypadających na jednego mieszkańca. My wkrótce będziemy rywalizować z Nowym Jorkiem. Jak zinterpretować taki znak? To modelowe kompleksy, cywilizacyjne i mentalne zacofanie, które sprawia, że mając do wyboru wyremontowanie zapadającego się dachu naszego drewnianego domu, wolimy kupić antenę satelitarną.
Choć wiem, że sprawa nie jest tak oczywista (tam mają metra, znakomity system transportu publicznego, wsparcie państwa, preferencje zawodowe), to jednak ta sytuacja irytuje i zamiast użyć ostrych słów, zastosuję lżejsze, które podesłał mi Piotrek: "dupy się ludziom już poprzyklejały do samochodów, podobnie jak do kanapy przed telewizorem".
Rower to ceremoniaPisząc o tym wszystkim, łatwo skorzystać z oklepanej tonacji ekologicznej, podać informację, ile to osób zginęło podczas wypadków samochodowych, a ile z powodu skażenia powietrza spalinami. To do nikogo nie trafia, dopóki sami tego nie doświadczymy. Taka jest ludzka natura - nie ma rady.
I choć ścieżek w Białymstoku przybywa (brakuje stojaków w miejscach publicznych!), to jazdę na rowerze ciągle traktuje się dekoracyjnie. Nie ma tradycji, jest ceremonia (jak np. obchody Światowego Dnia Zdrowia 7 kwietnia już był i "dzień zdrowia" się skończył), na rower wsiada się od dzwonu. Stowarzyszenie Rowerowy Białystok organizuje co prawda Masy Krytyczne, ale odbywają się one w tonacji show. Daleko skuteczniejsze są metody socjotechniczne np. wymuszające na urzędnikach rower. "Nie zagłosujemy na Pana, skoro nie jeździ Pan na rowerze i cześć".
W Warszawie akcja "Wydepcz sobie ścieżkę" zorganizowana przez "Zielone Mazowsze" sprawiła, że na urzędników padł blady strach i pod tamtejszym Urzędem Miasta zaroiło się od rowerów. Szantaż, groźba to oczywiście kiepskie metody, ale, aby wykształcić lokalną tradycję,trzeba posunąć się i do takich zabiegów. Burmistrz miasta Meksyk Marcelo Ebrard nakazał, aby każdy urzędnik co najmniej raz w miesiącu przyjeżdżał do pracy na rowerze. Dla tych, którzy nie potrafią jeździć na rowerze (tak, tak, rośnie grupka i takich), zapowiedział specjalne szkolenia. W szwajcarskim Zurychu zobaczycie więcej rowerzystów aniżeli samochodów. Do dobrego tonu należy taki mianowicie obyczaj, że dyrektor banku, którego roczne pobory wystarczyłyby do wykupienia aut z wszystkich komisów samochodowych w naszym mieście, jedzie do pracy rowerem albo tramwajem. U nas - nie jest aż tak źle - skoro prezydent Sosna potrafi przyjechać do pracy rowerem, a nierzadko po robocie czyni rowerową inspekcję - po godzinach - aktywności podległych mu służb. Można by rzec, że 20 proc. białostockich prezydentów porusza się rowerem. Alleluja!
Zwolnić, wyhamowaćA tu, jak pięknie przywędrowała do nas wiosna! Wymęczyła nas okrutnie, każąc na siebie bez końca czekać. Tym bardziej można ją smakować. Na mojej wsi ptaki tak się rozwrzeszczały, że nie sposób się z nimi nie zgodzić, że to narodziny życia, że świat się wokół budzi, i to przecież cud prawdziwy. A cuda da się lepiej zaobserwować z rowerowego siodełka, podczas spaceru po miejskim parku aniżeli bezmyślnej jazdy do supermarketu, aby kupić plastykowe worki na śmieci. Trzeba zwolnić, skręcić, wyhamować. Rower jest do tego idealny.
Tak więc przesiadajmy się z aut na rowery! Na ile możemy. Będziemy zdrowsi, więcej zobaczymy, ludzkie twarze, uśmiechy, usłyszymy ludzką mowę, a wszystko będzie tańsze. W Amsterdamie, gdzie rowery stoją na ulicach i można z nich za darmo korzystać, BENZYNA jest tańsza z uwagi na jej dramatycznie niższe zużycie. To sami mieszkańcy, ich codzienny tryb życia wymusił na lokalnych sieciach stacji benzynowych obniżenie cen. Ten tryb życia wspierają lokalne samorządy, które przeznaczają miliony euro na zakup rowerów i zachęcają - osobistym przykładem - do korzystania z nich.
x x xPiotrek napisał również, w co nie mogę uwierzyć, że dziś ludzie potrafią sobie robić zdjęcia na tle nowych modeli aut, chodzi o te luksusowe bryki (własne lub cudze). Przypomina mi to czasy, gdy małe dzieci w czasach pełnej komuny zbierały puszki po coca-coli i papierki po zagranicznych cukierkach. Dobra bryka, coca-cola i gigantyczna plazma. Rower to synonim biedy, jak kryta strzechą chata. O tym, że takie chaty są obecnie najdroższymi domami w Europie Zachodniej, mało kto wie. Dlatego pod gmachem białostockiego uniwersytetu nie widziałem ani jednego roweru, ale na Uniwersytecie w Stanford w Kalifornii widziałem ich setki. Może by się nieco zmieniło, gdyby Pan rektor zechciał przyjechać do pracy rowerem?
No, ale właśnie byłbym zapomniał, może Państwo wiedzą, dlaczego niemieccy robotnicy Opla czy dyrektorzy szwajcarskich banków jeżdżą do pracy rowerami? To chyba podobnie jak prezydent Sosna, jacyś wariaci, no nie? Alleluja!
Tomasz Wiśniewski
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
2009-04-09
za
http://miasta.gazeta.pl/bialystok/1,352 ... anko_.html