Cytuj:
Rowerzyści na siłę uszczęśliwieni płotami
Krzysztof Śmietana Gazeta Stołeczna, 2007-03-17
Na Wale Miedzeszyńskim powstaje ścieżka rowerowa z koszmarnymi płotkami, które przez kilka kilometrów ciągną się po obu jej stronach. Stawiane są rzekomo dla bezpieczeństwa, a tak naprawdę mogą powodować kolizje.
Budowana na koronie wału pięciokilometrowa ścieżka od mostu Siekierkowskiego w stronę granic miasta mocno bulwersuje rowerzystów. Głównie przez to, że po bokach jest szczelnie zagradzana barierkami. - To jakiś absurd. Płoty są paskudne. Będzie się nią jechało niemal jak w tunelu. To żadna przyjemność - denerwuje się Adam Zawiejski z Gocławia.
Prace skończą się w czerwcu, ale cykliści już podczas projektowania ścieżki zgłaszali zastrzeżenia. Uważają, że te płotki paradoksalnie zamiast poprawiać bezpieczeństwo, mogą być dla nich groźne. - Podczas mijania się rowerzyści mogą zahaczyć kierownicą o płotek i się przewrócić. W dodatku łatwo będzie napaść na rowerzystę, bo przez te płoty nie ma jak uciec - uważa Aleksander Buczyński ze stowarzyszenia Zielone Mazowsze.
Zarząd Dróg Miejskich twierdzi jednak, że płotki muszą zostać zainstalowane, żeby rowerzyści i piesi nie spadali z wału. - Zresztą wymagają tego przepisy. Projektant nie miał wyjścia i musiał je zastosować. Dokumentację zatwierdzał miejski inżynier ruchu Janusz Galas - wskazuje Urszula Nelken, rzeczniczka Zarządu Dróg Miejskich. I on zasłania się przepisami.
Według cyklistów spaść z wału byłoby niezwykle trudno, bo ma on kilka metrów szerokości, a poza tym nie jest zbyt stromy. Powołują się na ekspertyzę Zygmunta Użdalewicza, specjalisty od projektowania dróg, który także skrytykował barierki. - Ryzyko zahaczenia kierownicą o bariery jest bardzo duże. Tam jest dość wąsko, bo obok ścieżki rowerowej o szerokości dwóch metrów projektant zmieścił jeszcze półtorametrowy chodnik. Przy mijaniu się o kolizję będzie dość łatwo - przewiduje Użdalewicz. Twierdzi, że przepis o stawianiu płotków na wałach czy wzniesieniach nie jest jednoznaczny. - Barierek nie ma np. przy ścieżce biegnącej wzdłuż Wisły z Krakowa do Tyńca. Tamtejszy wał ma podobną wysokość do tego przy Wale Miedzeszyńskim - zaznacza Użdalewicz. Jego zdaniem można było zastosować inne zabezpieczenia, np. gęsto posadzone krzewy, które byłyby o wiele bardziej estetyczne.
Przeciwko aluminiowym płotkom protestował też Marek Piwowarski, który jesienią zeszłego roku został pełnomocnikiem ds. zagospodarowania brzegów Wisły. - Powstała absurdalna sytuacja, gdy dwoma rzędami płotów odgradzamy się od Wisły. Kiedy pod koniec zeszłego roku zaczęła się budowa tej ścieżki, próbowałem jeszcze jakoś ratować sytuację. Biuro Ochrony Środowiska w ratuszu chciało nawet wykonać zamienny projekt z bardziej estetycznymi zabezpieczeniami. Proponowało posadzić krzewy, w których zostałyby wkomponowane jakieś elastyczne bariery. Zarząd Dróg Miejskich był jednak nieugięty. Mówił, że jest za późno - opowiada Piwowarski. Teraz pozostaje mu liczyć na to, że przynajmniej w przyszłości drogowcy nie popełnią podobnych błędów i będą szeroko konsultować podobne propozycje.
Ja tylko przypomnę, że płoty na Wale opiniowaliśmy negatywnie już w styczniu 2006:
http://www.zm.org.pl/?a=wal_miedzeszynski-2_5
W związku z tym tłumaczenia, że było "za późno" żeby zmienić projekt są po prostu żenujące.