~Kris napisał(a):
Moim zdaniem podstawą funkcjonowania zdrowego i sprawnego państwa są jego obywatele - czyli my.
Mamy prawo, normy, procedury, mamy urzędników, ale cały ten mechanizm działa źle bo my - obywatele - po prostu zbyt rzadko z niego korzystamy: to my pozwoliliśmy mu się zatrzymać, zardzewieć, i wypaczyć.
Nie do końca.
Panowie ciecie mają płacone za to, żeby wykonywali swoją robotę.
Nadzór społeczny jest potrzebny, ale powinien być niezbędny w sytuacjach wyjątkowych, np. w nocy była ulewa, rano pojawiło się zapadlisko, interweniujemy.
Ile razy brałem sekator i wycinałem gałęzie, żeby mi nie kroiły twarzy, jak jadę do pracy? A robiłem to w strachu, że jakiś emeryt-ormowiec zadzwoni na Sraż Wiejską, że "niszczą zieleń"... A przecież ciecie mają do tego sekatory na długich trzonkach, kosy spalinowe i cały profesjonabny sprzęt.
Poza tym -- zapewne każdy, kto zgłasza, zauważył takie zjawisko:
Zgłoszenie: "zwisają gałęzie z drzewa nad ddr przy przystanku autobusowym takiataki-01 przy ul. Owakiej".
Reakcja (po czasie): podcięto gałęzie w/w drzewa, ale w międzyczasie urosły krzaki, których nie ruszono i włażą w skrajnię...
Zero działań ponad wymuszone.
A już durne tłumaczenia pań z ZOM, że "
przycięcie gałęzi drzewa nastąpić może za minimum 2 miesiące, bo obecnie odbywa się jego płacz wiosenny" -- każdy, kto miał do czynienia z działką, wie, że zieleń, jak jej pozwolić, rośnie jak cholera i żadne przycinanie nie szkodzi (w naturze robią to sarny, dziki i in. i lasy jakoś rosną). A pańcia się wzrusza drzewkami i ma gdzieś, że ktoś może stracić oko.