Jako wzorcowy przykład został tu przywołany Gdańsk, więc spytałem tamtejszych rowerzystów o zdanie. Oto pyanie i odpowiedź Rogera Jackowskiego:
Cytuj:
> Witam,
>
> mam pytanie odnosnie sciezek rowerowych w Trojmiescie. Jezdze rowerem po
> Warszawie i zaczalem na tutejszym forum rowerzystow dyskusje nt. sciezek
> dwu- i jednokierunkowych. Jednym z istotnych argumentow okazal sie
> "modelowy projekt gdanski", wiec chcialbym zapytac kogos kompetentnego,
> jak to u Was wyglada. Jakie sciezki sa budowane (ile jest orientacyjnie
> jedno-, a ile dwukierunowych) i dlaczego (bezpieczenstwo, wygoda,
> dostepnosc miejsca, koszty).
> Niezaleznie od tego chetnie poznam tez Wasze zdanie na temat sciezek
> jedno- i dwukierunkowych. Warszawska dyskusje mozna przeczytac pod:
>
http://forum.fz.eco.pl/viewtopic.php?t=861> Pozdrawiam
>
czesc witaj
zazwyczaj sa u nas budowane sciezki dwukierunkowe, o przekrojach 2 - 2,5
m (wyjatkowo nawet do 4 m, ale tylko
w miejscach o bardzo duzym natezeniu ruchu) obecnie standardem
nawierzchni jest asfalt barwiony na czerwono rozscielany maszynowo.
stosowane sa solidne podbudowy
(kruszywo lamane utrwalane chudym betonem), co powoduje ze bez problemu
i ryzyka zniszczen moze
wjechac samochod techniczny (policja straz pogotowie maszyna
odsniezajaca) co do kosztow, trudno podac
staly koszt wykonania m2 takiej sciezki, poniewaz ceny w budownictwie
bardzo sie zmieniaja. ze wzgledu na
barwienie, asfalt tego typu (mastyks SMA) jest dosc drogi, wychodzi to
znacznie drozej niz za asfalt czarny,
i minimalnie drozej niz za kostke betonowa. wiecej szcszegolow
technicznych znajdziesz grzebiac w przepastnych
zasobach strony
www.rowery.org.pl. O naszej kampanii i projektach
budowlanych dowiesz sie z
www.rowery.gdansk.pljesli chodzi o sciezki jednokierunkowe, to mamy kilka fragmentow gdzie
cos takiego powstalo, i sprawdza sie bardzo
dobrze. warunkiem jest odpowiednia widocznosc i skrajnia a takze nie
moze byc na takich trasach
zbyt duzego ruchu. oczywiscie sciezki te sa w praktyce dwukierunkowe ale
jesli nie ma problemow z widocznoscia
i skrajnia, to wymijanie nie powoduje utrudnien czy wypadkow. osobiscie
wolalbym zeby takich sciezek bylo wiecej,
zwlaszcza w miejscach srodmiejskich, gdzie nie ma szans na szersza
przestrzen dla rowerow, zwlaszcza przy wielopasmowych
arteriach ktorych przejezdzanie w poprzek jest klopotliwe. niemniej, sa
to rozwiazania unikane, ze wzgledu na planowany wzrost
ruchu w przyszlosci, co wiazaloby sie z koniecznoscia przebudowy.
obecnie w gdansku jest jedna bardzo dluga stara arteria
rowerowa zbudowana wlasnie w wariancie dwoch sciezek 1-metrowych po obu
stronach duzej przelotowki srodmiejskiej,
niemniej juz sa projekty jej przebudowy, w ramach ktorej drogi rowerowe
beda wykonane w standardzie 2 - 2,5 m
szczegolnie cenne moze byc wyznaczanie waskich jednokierunkowych drog i
pasow rowerowych w scislym centrum, na
waskich uliczkach z historyczna zabudowa. jest tego cale mnostwo na
zachodzie, od berlina amsterdamu po wieden.
pozdrowienia
roger
Podobne pytanie wysłałem też do Müster, które nie bez racji przypisuje sobie tytuł rowerowej stoplicy Niemiec, ale nie mam jeszcze odpowiedzi.
Odpowiedź Olkowi zacznę od podziękowania, że nie tylko wrzucił na główną stronę tekst, z którym się nie zgadzał, ale też poświęca sporo czasu na uzasadnienie swoich racji.
Cytuj:
Cytat:
Jeżeli tego pasa zieleni nie ma, a to szczególnie w Śródmieściu częsty przypadek, obecnośc i szerokość ścieżki w ogóle nie wpływa w sposób istotny na koszty - i tak trzeba zapewnić nawierzchnię na całej szerokości ulicy
Tego chyba nie rozumiem - możesz na jakimś konkretnym przykładzie?
Nawet cztery: 1. nie było remontu ulicy i nie ma ścieżki - Świętokrzyska, 2. bez remontu, ale jest kawałek ścieżki - Marszałkowska, 3. remont i ścieżka - Puławska, 4. remont i brak ścieżki - Nowy Świat i Krakowskie. Na wszystkich tych ulicach cała szerokośc musi być pokryta odpowiednią nawierzchnią i przeznaczenie częsći na ścieżkę nie podnosi kosztów, niezależnie od tego, czy będzie ona po jednej, czy po obu stronach. Właśnie w centrum jest takich ulic najwięcej i właśnie tam jednokierunkowe są najbardziej wskazane.
Cytuj:
Cytat:
Najlepszym rozwiązaniem jest pas rowerowy lub ścieżka biegnąca wzdłuż jezdni. Na ulicach, które mają pas zieleni między jezdnią a chodnikiem, ścieżka może z powodzeniem zastąpić opaskę.
Nie może, bo opaska jest po to by wyznaczyć skrajnię. Jeśli robisz ścieżkę zaraz przy jezdni, to musi ona być o te 0,5 m szersza, żeby zachować bezpieczny odstęp pomiędzy rowerzystami a samochodami.
Jeżeli znasz taki przepis, to podaj go proszę. Wątpię w jego istnienie, ponieważ:
1. Często chodnik biegnie bezpośrednio wzdłuż jezdni i nie ma wyznaczonej żadnej skrajni,
2. Są dopuszczone pasy rowerowe, a linia oddzielająca je od jezdni ma przecież szerokość krawężnika, a nie opaski,
3. Znam w Polsce (np. w Iławie) ścieżki rowerowe budowane w ciągu ostatnich dwóch lat i obecnie bezpośrednio przy jezdni, i to przy głównych trasach przelotowych.
Zgadzam się natomiast oczywiście z tym, że trzeba zachować bezpieczny odstęp. Bezpieczny - tzn. zależny od prędkości, z jaką rower i samochód się mijają. Przy 25 km/h rozsądne jest 0,5 m, ale przy trzykrotnie większej odstęp też powinien być proporcjonalnie większy. Przy ścieżce jednokierunkowej rower jadący średnio prędkością 25 km/h mija samochód jadący 50 km/h, więc różnica prędkości wynosi mniejwięcej 25 km/h. Przy dwukierunkowej rower jadący po prawej stronie musi mijać się z jadącym z naprzeciwka samochodem, więc ich prędkość względna wynosi 75 km/h. Jeśli uwzględnić brawurę warszawskich kierowców i dodać w obu przypadkach po 10 czy 15 km/h, to prporcje zasadniczo się nie zmienią. Dwukierunkowe ścieżki są faktycznie odsuwane od jezdni o przynajmniej 1 m, zwykle o ponad 1,5 m i widzę tu nie teorię spiskową, lecz zdrowy rozsądek. W przypadku jednokierunkowcyh bezpieczny odstęp zapewnia sama przepisowa szerokość ścieżki i jezdni - podobnie, jak w przypadku pasów rowerowych.
Cytuj:
Cytat:
Dyskutujemy o rozwiązaniach systemowych, więc nie zakładajmy zachowań sprecznych z prawem.
Nie uważam, żeby było to zachowanie niezgodne z prawem.
Aż trudno mi uwierzyć, żebyś nie znał pierwszego paragrafu w "rowerowym" rozdziale PoRD, którego znajomośc potwierdzałeś niejednym postem na tym forum: Art. 33. 1. Kierujący rowerem jednośladowym jest obowiązany korzystać z drogi dla rowerów lub z drogi dla rowerów i pieszych. (...) 1a. W razie braku drogi dla rowerów lub drogi dla rowerów i pieszych kierujący rowerem jednośladowym jest obowiązany korzystać z pobocza, z zastrzeżeniem art. 16 ust. 5, a jeżeli nie jest to możliwe - z jezdni.
Ten Twój argument, podobnie jak kilka przytoczonych niżej, sprawia wrażenie obrony przyjętej wcześniej tezy na siłę, nawet wbrew faktom.
Cytuj:
Po części nie jest to takie bezsensowne - jeśli wybiera się tę stronę, gdzie jest więcej miejsca / mniej ludzi itp., to oznacza lepsze odległości widoczności, większą swobodę projektowania przebiegu, mniej konfliktów z pieszymi. W sytuacji, gdy po jednej stronie jest zdecydowanie więcej miejsca niż po drugiej pojawia się pytanie, czy rzeczywiście bezpieczniej jest jechać zawsze z prądem, ale na skrzyżowaniach mieć widoczność 5 m, niż czasem pod prąd, ale widzieć np. 50 m ulicy poprzecznej.
Nie widzę związku między widocznością a jedno- lub dwukierunkowością lub liczbą ludzi. Spójrz na trzy przykłady w Warszawie, gdzie celowo przerzucono ścieżkę na drugą stronę, żeby nie przeszkadzała: Słowackiego (tu ścieżka już nawet była po stronie ciągu handlowego i ratusza dzielnicy, ale ją zlikwidowano!), Rudnickiego i Wola Park. Dwa ostatnie nie tylko kosztem funkcjonalności, ale i bezpieczeństwa. A jakie przykłady Ty miałeś na myśli?
Cytuj:
marek.slon napisał:
Warszawa na pewno bezpieczna nie jest. Rozwiązanie znacząco podnoszące liczbę wypadków można by zaakceptować tylko wtedy, kiedy przemawiałyby zanim ważkie argumenty.
Pytanie, czy w przypadku miasta niebezpiecznego, przeciwny kierunek ruchu również tak znacząco podnosi ryzyko, czy wobec bardziej istotnych czynników staje się mało znaczący.
Posługując się tymi samymi danymi przeciwko stosowaniu zielonej strzałki nie miałeś takich wątpliwości. Wybacz, ale wkraczasz w dywagacje pozbawione logiki. Skoro badania prowadzone w kilku krajach o bardzo różnym poziomie bezpieczeństwa (np. w USA liczba wypadków śmiertelnych jest ponad trzykrotnie wyższa niż w Szwecji) pokazały zgodnie, że taki przejazd niesie 2-3 krotne większe ryzyko kolizji, to do czasu przeprowadzenia równie gruntownych badań w Warszawie nie mamy podstaw zakładać, że może być inaczej. Możemy natomiast wnioskować, że skoro ogólna liczba wypadków jest wyższa, to taki wzrost przynosi wymiernie wyższą liczbę ofiar.
Cytuj:
Przykro mi, nie jestem w stanie obecnie rzucić żadną statystyką w tej sprawie. W każdym bądź razie w Holandii czy Austrii ścieżki dwukierunkowe nie są jakimś szczególnym ewenementem.
Dla Finlandii też nie potrafiłeś rzucić żadnej statystyki, ale przewagę ścieżek dwukierunkowych skonstatowałeś bez problemu. Jeśli mógłbyś podać choćby jeden przykład miasta z Holandii, Danii lub Niemiec, gdzie na obszarze zwartej zabudowy miejskiej jest więcej ścieżek dwukierunkowych, niż jednokierunkowych, moglibyśmy zacząć się zastanawiać nad statystykami. Sądzę, że najlepszą puentą tej kwestii będzie wypowiedź pełnomocnika rowerowego Hagi, który miał okazję porównać swoje miasto i kraj z Warszawą:
Cytuj:
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4740243.html Rozmawiał Krzysztof Śmietana
2007-12-06, ostatnia aktualizacja 2007-12-06 20:21
Rozmowa z Tristanem Martinem, koordynatorem ds. transportu rowerowego holenderskiej Hagi, który przez kilka ostatnich dni jeździł rowerem po Warszawie
(...)
Czym się różnią na pierwszy rzut oka ścieżki w Warszawie od tych w Hadze?
- Zauważyłem, że w Warszawie ścieżka albo bezpośrednio styka się z chodnikiem, albo jest jego wydzieloną częścią. W Hadze drogi rowerowe są zwykle wyraźnie odseparowane od jezdni i chodników. Dzięki temu piesi i rowerzyści nie przeszkadzają sobie nawzajem. Poza budujemy tym raczej ścieżki jednokierunkowe po dwóch stronach ulicy. To jest bezpieczniejsze zwłaszcza wtedy, gdy na danej trasie jest dużo skrzyżowań.
Sądzę, że nie ma sensu dyskutować dalej o faktach: w Holadnii, podobnie jak w Niemczech i w Danii, w ruchu miejskim stosuje się przeważnie ścieżki jednokierunkowe, bo są one bezpieczniejsze.
Nie zamyka to oczywiście dyskusji nad tym, co powinno się budować w Warszawie. O wyborze mogą też decydować inne czynniki, jak dostępność miejsca, funduszy czy funkcjonalność. Zwracam jednak uwagę na pewną nierównowagę: o bezpieczeństwie mówią jednoznacznie wyniki badań, w pozostałych mamy jedynie ogólnikowe spekulacje i subiektywne predyspozycje. Przekonanie Olka, że jednokierunkowe zajmowałyby znacznie więcej miejsca i kosztowałyby o wiele więcej, nie zostało zweryfikowane w postaci konkretnych projektów, odrzuconych lub przyjętych z tych powodów. Trudno przyjąć, że w Amsterdamie lub Hadze było więcej miejsca, niż w Helsinkach czy Warszawie, albo że rowerzyści swedzcy czy fińscy nie wywalczyli sobie tyle miejsca na ulicy i funduszy, co duńscy czy niemieccy. Przykłady tych krajów pokazują zarazem, że nie da się udowodnić lepszej funkcjonalności jednego czy drugiego rozwiązania: oba się w pewien sposób sprawdziły.
Domyślam się, że w Warszawie wybór doknał się w sposób następujący: ci, którzy wzięli na sibie ciężar walki o tworzenie infrastruktury rowerowej znali i lubili ścieżki dwukierunkowe. Zadecydowało więc ich subiektywne poczucie wygody i funkcjonalności - bez dogłębnego rozważania alternatywnego wariantu, jego ewentualnych kosztów, bezpieczeństwa. Jeżeli tak było rzeczywiście - powtarzam, że to jedynie moje domysły - to jest to jak najbardziej w porządku i nikt nie ma prawa mieć o to do nich pretensji.
Żałuję, że ankieta właściwie nie wypaliła - te kilka głosów świadczy jedynie o tym, że są różne zdania. Nadal więc nie wiemy, co preferują warszawscy rowerzyści. Wiemy natomiast, co byłoby bezpieczniejsze i możemy pójść w tym kierunku. Możemy też zrezygnowac, jeśli są za tym ważne argumenty. Skoro jednym z głównych ma być praktyka stosowana w Finlandi i Szwecji, to trzeba poznać motywy tamtego wyboru.