Polecam artykuł w ostatniej Polityce (której generalnie nie polecam..)
http://www.polityka.pl/marchewka-na-dachu/Lead33,936,287644,18/Szczególnie spodobał mi fragment o Bogocie:
Cytuj:
Lester B. Brown, szef Earth Policy Institute z Waszyngtonu, w fascynującej książce „Plan B 3.0, mobilizing to save civilization” opisuje przemiany, jakie zaszły w Bogocie, stolicy Kolumbii. Ta ośmiomilionowa metropolia w latach 90. XX w. kojarzyła się z chaosem i wysokim ryzykiem utraty życia, jeśli nie od kul prowadzących krwawe porachunki gangsterów, to pod kołami samochodów. W 1998 r. burmistrzem został Enrique Peńalosa, który rozpoczął urzędowanie od prostego pytania: czyje jest miasto? Czy ma służyć 30 proc. mieszkańców posiadających samochody, czy też raczej niezmotoryzowanej większości?
W odpowiedzi powstały setki kilometrów ścieżek rowerowych, ponad tysiąc obszarów zielonych na miejscach mniej i bardziej dzikich parkingów oraz doskonały system komunikacji miejskiej (ciągle w budowie, w sumie ma powstać 388 km ekspresowych wydzielonych dróg dla autobusów). W rezultacie ruch samochodowy w godzinach szczytu zmalał o 40 proc., poprawiła się jakość powietrza i przestrzeni publicznej, a poczucie bezpieczeństwa na ulicach jest większe niż w Waszyngtonie.
Ale cóż, Warszawa to nie Bogota...