http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,95190,6119618,ZTM_bedzie_szkolic_pracownikow_w_Berlinie.htmlCytuj:
ZTM będzie szkolić pracowników w Berlinie
Jarosław Osowski
2009-01-04, ostatnia aktualizacja 2009-01-04 18:28
Ośmiu młodych pracowników Zarządu Transportu Miejskiego jedzie do stolicy Niemiec podpatrywać jedną z najlepszych komunikacji w Europie. Czy po tej delegacji przybędzie nam buspasów, a np. tramwaje przestaną jeździć stadami?
W Pradze ZTM uczył się już, jak działa system parkingów przesiadkowych "parkuj i jedź". W Paryżu urzędnicy oglądali, jak powinno się wytyczać buspasy i budować linie tramwajowe, które wracają od niedawna na przedmieścia stolicy Francji. Wkrótce ośmioosobowa grupa z ZTM wybiera się do Berlina. W tamtejszym przedsiębiorstwie BVG odbędzie miesięczny staż, za który zapłaci Unia Europejska dzięki programowi o dość skomplikowanej nazwie pod patronatem samego Leonardo da Vinci: "Nowa jakość usług - młodzi pracownicy motorem zmian w komunikacji miejskiej".
Jarosław Osowski: Służbowy wyjazd do Berlina dla urzędnika warszawskiego ZTM jest chyba jak podróż do przyszłości?
Marcin Kozoń z ZTM: Po Berlinie widać, w jaki sposób powinna się zmieniać nasza komunikacja. Jak lepiej wykorzystać kolej w mieście i planować trasy. Tam podstawą jest transport szynowy. Autobusy tylko go uzupełniają, u nas nadal odgrywają podstawową rolę. Berlin ma bardziej rozwiniętą sieć linii dowozowych do węzłów przesiadkowych wokół stacji metra i szybkiej kolei naziemnej. Tylko że oni budują ten system od ponad stu lat. My mieliśmy zupełnie inną historię i możliwości.
Spora część komunikacji w Berlinie, w tym nawet niektóre linie tramwajowe czy kolejowe, opiera się na prywatnych przewoźnikach. Dlaczego to nie miałoby się sprawdzić także w Warszawie?
- Tu od wielu lat mamy się już czym pochwalić - dziś 350 z 1,4 tys. autobusów należy u nas do prywatnych przewoźników. To sposób na pozyskanie nowego taboru wysokiej jakości bez troszczenia się o pieniądze na jego zakup, serwis, miejsce postoju. Miasto płaci tylko za przewóz pasażerów na konkretnej trasie. System berliński, z tego co się orientuję, działa inaczej. Nasza wizyta nie ma na celu wiernego kopiowania tamtych rozwiązań tylko próbę ich dopasowania do naszych warunków. Przeskoczenie etapu prób i błędów, który musiał tam wystąpić.
Na przykład z biletem aglomeracyjnym. Jego wprowadzanie trwało w Berlinie cztery lata, dziś można tam z nim jeździć nawet do miast za polską granicą.
- Chcielibyśmy zobaczyć, jak to działa od kuchni i czy można przyspieszyć wdrażanie wspólnego biletu u nas.
Bo tam, gdzie on już jest, ludzie od razu przesiadają się do komunikacji publicznej i omijają korki.
- Właśnie sprawdzamy, o ile zwiększyła się liczba pasażerów z Pruszkowa i Sulejówka, odkąd w połowie listopada rozszerzyliśmy strefę biletową o te miasta. Od nowego roku włączyliśmy do niej wszystkie gminy podwarszawskie, które mają u siebie linie kolejowe.
Jak pan trafił do komunikacji?
- W 1997 r., kiedy zacząłem się uczyć w liceum, wstąpiłem do Klubu Miłośników Komunikacji Miejskiej. Można mnie było spotkać w zabytkowych tramwajach jako konduktora i przewodnika na linii turystycznej.
Skoro określa się pan jako miłośnik komunikacji, to w pracy...
- ...realizuję swoją pasję. Na piątym roku studiów na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej zacząłem współpracować z działem marketingu ZTM. Od najniższego szczebla - dyżurowałem przy telefonie, pod którym pasażerowie dowiadują się o trasach tramwajów i autobusów, zmianach czy przesiadkach. Do Berlina jadą też koledzy z tego działu. Chcą podpatrywać system informacji. Kiedy pierwszy raz byłem w Berlinie, odwiedziłem jeden z punktów obsługi pasażerów. Obok, w dyspozytorni ruchu, dyżurny na bieżąco przekazywał dokładne dane, np. o opóźnieniach na konkretnej linii.
Czym zajmuje się pan teraz w ZTM?
- Rozwojem transportu. Jednym z moich kluczowych zadań jest przygotowywanie dokumentacji dla planowanej sieci buspasów, które powinny zdecydowanie usprawniać jazdę po mieście komunikacją publiczną, ale przy tym nie sparaliżować całkowicie prywatnych samochodów.
W Warszawie buspasy mają w sumie 15 km, a w Berlinie?
- Szalona różnica, bo tam jest ich ponad 100 km. Autobusy są więc mocno uprzywilejowane w ruchu. Mam nadzieję, że uda się wykorzystać know-how, które przekażą nam koledzy z berlińskiego odpowiednika ZTM.
Świetnie! Żeby tylko nie zaczęli od szukania takich rozwiązań, jak KRBRD, który dostrzegł w Holandii progi spowalniające dla rowerzystów i odginanie toru jazdy przed skrzyżowaniem...